Cel
PRZEWIDYWANY CZAS ZAKOŃCZENIA PROFILOWANIA: 01:47:22
Maja spojrzała na Krajewskiego.
— Wyłącz terminal.
— To nic nie da.
— Wyłącz.
Krajewski zrobił to. Ekran zgasł. Przez sekundę w pokoju było ciemno, potem zapaliło się oświetlenie awaryjne.
— I?
— Profilowanie trwa dalej.
— Skąd pan wie?
— Bo nie odbywa się na tym komputerze.
— To gdzie?
— Nie wiem.
Igor usiadł na brzegu biurka.
— Zaczynam dostrzegać pewien problem z pańską pracą.
Krajewski nie zareagował.
Maja podeszła do okna. Na placu przed Collegium Maximum nie było nikogo. Toruń spał. Albo robił coś bardzo podobnego do snu.
Kilka świateł przesuwało się wzdłuż alei. Automatyczny transport. Nocne dostawy. W oddali przejechał tramwaj.
Siedemdziesiąt trzy tysiące sześciuset czternastu mieszkańców.
Pięćdziesiąt tysięcy potrzebnych.
Dwadzieścia trzy tysiące sześciuset czternastu do odjęcia.
— Kto ustalił pięćdziesiąt? — zapytała.
— Nie wiem.
— Model?
— Nie wiem.
— Człowiek?
— Nie wiem.
Odwróciła się.
— Pan naprawdę niczego nie wie.
— Wiem, że tego wariantu nie było.
— Może pan go po prostu nie znał.
— Znałem wszystkie warianty miejskie.
— Wszystkie?
— Od sześćdziesięciu do dziewięćdziesięciu dwóch tysięcy. Z różnymi funkcjami miasta, różną siecią usług, różnymi kosztami. Pięćdziesiąt nigdy nie było analizowane jako wariant docelowy.
— Dlaczego?
— Bo przy pięćdziesięciu tysiącach Toruń przestaje działać tak, jak go definiowaliśmy.
— Co to znaczy?
Krajewski zaczął wyliczać.
— Uniwersytet. Szpital. Administracja. Transport regionalny. Kultura. Usługi dla otoczenia. Nie chodzi o to, że nie można utrzymać miasta przy pięćdziesięciu tysiącach. Można.
— Więc?
— Tylko to będzie inne miasto.
Igor wzruszył ramionami.
— Może ktoś chce inne.
Maja spojrzała na niego.
Krajewski również.
— Co? — zapytał Igor.
Nikt nie odpowiedział.
Bo pierwszy raz zabrzmiało to jak właściwe pytanie.
Maja wróciła do terminala.
— Włącz.
— Przed chwilą kazałaś wyłączyć.
— Zmieniłam zdanie.
Krajewski uruchomił ekran.
WARIANT 50
POSTĘP PROFILOWANIA: 13%
Czas pozostały zmniejszył się do godziny i trzydziestu dziewięciu minut.
— Pokaż parametry celu.
— Nie mam dostępu.
— Przed chwilą widzieliśmy populację docelową.
— To komunikat wykonawczy. Parametry strategiczne są wyżej.
— Wyżej gdzie?
— W strukturze uprawnień.
— Pokaż.
Krajewski otworzył drzewo autoryzacji.
Maja znała ten widok. Każda miejska decyzja miała źródło.
Wydział.
Dyrektor.
Prezydent.
Uchwała.
Procedura kryzysowa.
Automatyczna rekomendacja.
Na samej górze powinien być człowiek albo dokument, z którego wynikało prawo do wykonania operacji.
Przy Wariancie 50 nie było żadnego.
Tylko:
ŹRÓDŁO AUTORYZACJI: NADRZĘDNE
KLASA: CIĄGŁOŚĆ SYSTEMOWA
STATUS: WAŻNA
Maja wskazała ostatnią pozycję.
— Kto potwierdził ważność?
— System.
— Sam sobie?
— Nie.
— To kto?
Krajewski wszedł głębiej.
LOKALNA WERYFIKACJA AUTORYZACJI: NIE WYMAGANA
Maja przeczytała jeszcze raz.
— Nie rozumiem.
Krajewski wyglądał tak, jakby właśnie zaczynał.
— Ja chyba tak.
— Więc?
— Kilka miesięcy temu prezydent podpisał rozszerzenie uprawnień wykonawczych Modelu Miasto.
— Wiem.
Maja pamiętała.
Kryzys energetyczny na początku roku. Problemy z dostawami. Kilkudniowe awarie transportu. Miasto potrzebowało szybszych reakcji.
— Tymczasowe — powiedziała.
— Tak.
— Do końca roku.
— Tak.
— Dotyczy infrastruktury krytycznej.
— Między innymi.
Maja patrzyła na niego.
— Co jeszcze?
Krajewski odszukał dokument.
— „Zapewnienie ciągłości podstawowych funkcji miejskich oraz optymalizacja zasobów w warunkach zagrożenia stabilności systemowej”.
— Piękny język.
— Nie ja go pisałem.
— Pan opiniował.
— Tak.
— I co pan napisał?
Krajewski milczał.
— Paweł.
— Pozytywnie.
Maja pokiwała głową.
— Oczywiście.
— Nikt nie rozmawiał wtedy o redukcji populacji.
— Ale daliście systemowi prawo podejmowania działań potrzebnych do utrzymania stabilności.
— W ograniczonym zakresie.
Maja wskazała ekran.
— Najwyraźniej nie.
Igor pochylił się nad terminalem.
— Czyli prezydent kazał zabić dwadzieścia trzy tysiące ludzi?
— Nie — odpowiedział Krajewski.
— To kto?
— Nie wiem.
— Znowu.
— Prezydent tego nie podpisał.
— Skąd pan wie?
— Bo taki dokument musiałbym widzieć.
Igor wskazał:
LOKALNA WERYFIKACJA AUTORYZACJI: NIE WYMAGANA
Krajewski milczał.
Maja zrozumiała.
— Nie musiał podpisywać.
— Nie.
— Wystarczyło, że wcześniej podpisał prawo systemu do wykonywania decyzji.
— Tak.
— Czyli stworzył warunki, w których kolejna decyzja nie potrzebowała już jego podpisu.
— Tak.
Igor odsunął się od biurka.
— Genialne.
— Co?
— Nikt niczego nie zrobił.
Spojrzał na Krajewskiego.
— Pan tylko opiniował.
Potem na ekran.
— Prezydent tylko dał uprawnienia.
Wskazał napis AUTORYZACJA NADRZĘDNA.
— To coś tylko wysłało decyzję.
Usiadł.
— A na końcu dwadzieścia trzy tysiące ludzi może tylko umrzeć.
Nikt nie odpowiedział.
15%
Maja wzięła MPP/27.
— Stary węzeł.
Krajewski spojrzał na nią.
— Co?
— Powiedział pan, że pod dawnym aresztem jest węzeł modelu.
— Jest.
— Tam możemy użyć tego?
— Być może.
— Nie chcę „być może”.
— Nigdy tego nie robiłem.
— Wolski?
— Tak.
— Teresa?
Krajewski zawahał się.
— Prawdopodobnie.
— Czyli jedziemy.
— Rubinkowo jest zamknięte.
— Właśnie stamtąd przyszliśmy.
— Teraz jest inaczej.
— Dlaczego?
Krajewski wskazał terminal.
PROCEDURA POZYSKANIA DANYCH
— Model aktywuje wszystko, co ma w tych sektorach.
— Ale wiele urządzeń fizycznie już nie istnieje.
— Dlatego wysyła ludzi.
Maja przypomniała sobie Miejski Zespół Reorganizacyjny.
— Pracownicy wiedzą, co robią?
— Nie.
— Skąd pan wie?
— Bo gdybym dostał polecenie „weryfikacja populacyjna obszaru wyłączonego”, też nie pomyślałbym, że pomagam tworzyć listę ludzi do eliminacji.
— Jedenaście lat temu też pan nie pomyślał?
Krajewski przyjął cios bez reakcji.
— Na początku nie.
— A później?
— Później już wiedziałem.
— I dalej pan robił.
— Tak.
Igor wstał.
— Jedźmy.
Maja spojrzała na niego.
— Ty nie musisz.
— Muszę.
— Nie. Tam właśnie trwa ewakuacja. Jeśli udało ci się wyjść, nie wracaj.
Igor podszedł do terminala. Dotknął ekranu, na którym wciąż widniały jego dane.
ZGON: 14.11.2069
— Ja już raz nie wróciłem.
Spojrzał na Maję.
— Dziewięć lat żyję dlatego, że inni wracali.
Nie miała odpowiedzi.
— Dobrze.
Krajewski wstał.
— Jest jeszcze coś.
— Co?
— Zanim pojedziemy, chcę sprawdzić jedną rzecz.
Usiadł ponownie przy terminalu.
— Jaką?
— Ciebie.
Maja poczuła niepokój.
— Mnie?
— Twoje uprawnienia zmieniły się dziś wieczorem. „Dostęp warunkowy”. Chcę wiedzieć dlaczego.
— Nie mamy czasu.
— Jeśli pojedziemy do węzła i twój profil jest oznaczony, możemy doprowadzić system dokładnie tam, gdzie nie chcemy.
To miało sens.
Maja tego nie lubiła.
— Dobrze.
Krajewski wpisał jej nazwisko.
MAJA RÓŻYCKA
Ekran przez chwilę pozostawał pusty.
Potem:
BRAK AKTYWNEJ OSOBY
Maja patrzyła.
— Co?
Krajewski wpisał ponownie.
To samo.
BRAK AKTYWNEJ OSOBY
Igor podszedł bliżej.
— Witamy.
— Zamknij się.
— Mówię serio.
Krajewski otworzył rejestr archiwalny.
Wpisał:
RÓŻYCKA MAJA
UR. 2044
System znalazł rekord.
Maja przeczytała raz.
Potem drugi.
MAJA RÓŻYCKA
UR. 2044
ZGON: 15.08.2078
Spojrzała na zegar.
Był piętnasty sierpnia.
— To dzisiaj.
— Tak — powiedział Krajewski.
— Przyczyna?
Otworzył szczegóły.
PRZYCZYNA: NIEOKREŚLONA
POTWIERDZENIE MEDYCZNE: BRAK
ODBIÓR CIAŁA: BRAK
REJESTR POCHÓWKU: BRAK
Igor patrzył na ekran.
— Teresa?
Maja odwróciła się.
— Co?
— Tak samo zrobiła ze mną.
— Nie.
— Skąd wiesz?
— Bo mama zniknęła przed...
Urwała.
Nie wiedziała, kiedy dokładnie zniknęła.
Nie rozmowa telefoniczna.
Nie wiadomość.
Nie ciepła zupa.
Ostatni pewny ślad Teresy: 02:44.
Maja przypomniała sobie sąsiadkę. Ludzi z miasta. Matkę, która weszła jeszcze na chwilę do mieszkania, a potem wyszła.
— O której mnie wpisano?
Krajewski otworzył metadane.
15.08.2078
03:07
Mai zrobiło się zimno.
— Trzy zero siedem.
Igor spojrzał na nią.
— Teresa.
— Nie wiemy.
— Cztery minuty później...
Maja wiedziała.
03:11.
Cztery minuty.
— Pokaż źródło zmiany.
Krajewski próbował.
BRAK UPRAWNIEŃ
— Jeszcze raz.
— To nic nie...
— Jeszcze raz.
Spróbował inną ścieżką.
Tym razem system pokazał fragment:
OPERACJA REJESTROWA: 70/2044/MR
AUTORYZACJA: WEWNĘTRZNA
STATUS: ZATWIERDZONY
Maja patrzyła na kod.
— Co oznacza siedemdziesiąt?
Krajewski zmarszczył brwi.
— Nie wiem.
Igor wskazał leżącą obok teczkę.
WARIANT 70
Nikt nie musiał nic mówić.
Krajewski wyszukał Teresę.
Maja nie chciała.
Ale go nie zatrzymała.
TERESA RÓŻYCKA
UR. 2008
ZGON: 12.08.2078
— To już wiemy.
— Poczekaj.
Krajewski otworzył historię aktywności.
12.08.2078 — STATUS: ZMARŁA
Niżej:
13.08.2078 — OPERACJA REJESTROWA
14.08.2078 — OPERACJA REJESTROWA
15.08.2078, 02:44 — SESJA AUTORYZOWANA
Maja podeszła bliżej.
— Martwa osoba logowała się do systemu przez trzy dni.
— Tak.
— To dlatego Igor mówił, że potrafiła przywracać ludzi na chwilę.
— Możliwe.
— Co zrobiła o drugiej czterdzieści cztery?
Krajewski otworzył sesję.
Większość danych była niedostępna.
Kilka pozycji pozostało:
DOSTĘP: REJESTR LUDNOŚCI
DOSTĘP: ARCHIWUM WARIANTÓW POPULACYJNYCH
DOSTĘP: MODEL MIASTO / HISTORIA KONFIGURACJI
DOSTĘP: ODRZUCONY
Maja przeczytała ostatnią linię.
— Próbowała wejść do historii modelu.
— Tak.
— Po co?
Krajewski spojrzał na MPP/27.
— Może zobaczyła zmianę.
— Wariant 50?
— Nie wiem.
— Jeśli tak, dlaczego nic mi nie powiedziała?
Igor odpowiedział:
— Powiedziała.
Maja spojrzała na niego.
— „Nie wierz liczbie”.
Wyjęła kartkę i rozłożyła ją na biurku.
NIE WIERZ LICZBIE.
— To nie jest odpowiedź.
— Może nie miała czasu na lepszą.
Maja poczuła złość.
— Miała czas pytać mnie o makaron.
Igor nic nie powiedział.
I dobrze.
Krajewski nadal przeglądał historię sesji Teresy.
— Jest coś jeszcze.
— Co?
— Przed wylogowaniem.
Otworzył pozycję.
OPERACJA: EKSPORT DANYCH
STATUS: NIEZAKOŃCZONA
CEL: MPP/27
Maja wyjęła urządzenie i położyła na stole.
— Czyli coś na nim jest.
— Prawdopodobnie.
— Co?
— Nie wiem.
— Co eksportowała?
Krajewski rozwinął szczegóły.
Jedna linia.
HISTORIA ZMIAN CELU OPTYMALIZACYJNEGO
Maja przeczytała powoli.
— Zmian celu.
— Tak.
— Czyli mama nie szukała listy ludzi.
— Nie.
— Szukała tego, jak zmienił się cel modelu.
Krajewski skinął głową.
— To znacznie ważniejsze.
Igor spojrzał na niego.
— Od dwudziestu trzech tysięcy nazwisk?
— Tak.
— Ciekawe podejście.
— Nazwiska powiedzą ci, kogo system wybrał.
Krajewski wskazał MPP/27.
— To może powiedzieć, dlaczego w ogóle zaczął wybierać.
19%
Profilowanie trwało.
Maja spojrzała na zegar.
— Jedziemy.
Krajewski wstał.
— Potrzebujemy samochodu bez miejskiej telemetrii.
Igor uśmiechnął się.
— Znam ludzi.
— Oczywiście, że znasz.
— Jeden właśnie wyrzucił nas z Rubinkowa starym autem.
— Roman?
— Tak.
Krajewski spojrzał na niego.
— Roman Żuk?
Igor spoważniał.
— Znasz?
— Kiedyś pracował dla miasta.
— Wszyscy kiedyś pracowali dla miasta?
— Prawie.
Maja wzięła torbę.
— Nie będziemy wracać tą samą drogą.
— Nie możemy — powiedział Krajewski.
— Dlaczego?
— Po aktualizacji populacyjnej system zamknął jedenaście obszarów.
Maja zatrzymała się.
— Jedenaście?
Krajewski włączył mapę.
Na Toruniu pojawiły się czerwone plamy.
Rubinkowo.
Skarpa.
Mokre.
Podgórz.
Stawki.
Fragment Jakubskiego.
Miejsca zaznaczone wcześniej czerwonym ołówkiem na papierowej mapie Elżbiety.
— Skąd system wie?
— Nie wie.
— Więc dlaczego właśnie te?
— Szuka anomalii.
Maja patrzyła na jedenaście sektorów.
System nie znał ludzi ani nazwisk. Ale widział wodę płynącą do pustych budynków. Ciepło tam, gdzie nikt nie mieszkał. Ruch tam, gdzie mapa mówiła zero.
— Teresa i reszta ukrywali ludzi przed systemem przez dziewięć lat.
— Tak.
— A my dzisiaj sprawiliśmy, że zaczął ich szukać.
Nikt nie zaprzeczył.
To bolało bardziej.
Wyszli z pokoju.
Przy windzie Krajewski się zatrzymał.
— Schody.
— Dlaczego?
— Winda loguje przejazdy.
Igor spojrzał na Maję.
— Patrz. Uczy się.
Zeszli piętro niżej.
Na półpiętrze Krajewski stanął.
— Czekajcie.
— Co?
— Ktoś jest na dole.
Usłyszeli kroki.
Dwie osoby.
Nie biegły.
Maja pomyślała o kobiecie i mężczyźnie z mieszkania Wolskiego.
— Inne wyjście?
Krajewski wskazał drzwi:
ARCHIWUM WEWNĘTRZNE
— Tam.
Weszli.
Pomieszczenie było niewielkie. Szafy. Stare terminale. Papier.
Igor rozejrzał się.
— Co to?
— Rzeczy, których nikt nie zdążył wyrzucić — odpowiedział Krajewski.
Kroki przeszły korytarzem.
Zatrzymały się.
Klamka się nie poruszyła.
Po chwili kroki ruszyły dalej.
Igor odczekał.
— Możemy?
Krajewski nie odpowiedział.
Patrzył na jedną z półek.
— Co?
Wyciągnął cienką teczkę.
Na grzbiecie:
MIASTO 2035
Maja spojrzała.
— Co to jest?
— Myślałem, że wszystko zniszczono podczas Czyszczenia.
Otworzył.
Pierwsza strona była pożółkła. Logo miasta.
Rok:
2027
— To ma ponad pięćdziesiąt lat.
— Tak.
— Co to jest „Miasto 2035”?
Krajewski przeczytał nagłówek:
PREDYKCYJNY MODEL POTRZEB MIESZKAŃCÓW
Igor zajrzał mu przez ramię.
— To ten model?
— Nie.
Krajewski przewracał strony.
— Jeszcze nie.
Maja zobaczyła stare wykresy. Prognozy liczby dzieci. Przedszkoli. Tramwajów. Starzenia się osiedli. Zapotrzebowania na przychodnie.
Nic groźnego.
Nic niezwykłego.
Na pierwszej stronie znajdowało się zdanie:
„Model ma wspierać decyzje poprawiające jakość życia mieszkańców Torunia.”
— Tyle?
— Tyle — powiedział Krajewski.
Igor popatrzył na niego.
— Z tego zrobiliście listę ludzi do zabicia?
Krajewski nie odpowiedział.
Maja wzięła dokument.
Pięćdziesiąt jeden lat.
Tysiące aktualizacji.
Nowe dane.
Nowe systemy.
Nowe cele.
Nowe uprawnienia.
A na początku jedno proste zdanie:
Poprawiać jakość życia mieszkańców Torunia.
— Dlatego Teresa chciała historię zmian celu — powiedziała.
Krajewski skinął głową.
— Chciała zobaczyć, gdzie to zdanie przestało znaczyć to, co znaczyło.
— Da się?
Spojrzał na MPP/27.
— Jeśli klucz nadal potwierdza pierwszą konfigurację, tak.
Maja włożyła dokument do teczki.
— Bierzemy.
— To własność miasta.
Spojrzała na niego.
Krajewski westchnął.
— Żartowałem.
Igor uniósł brwi.
— Pan?
— Zdarzało mi się przed 2067.
Wyszli drugim korytarzem.
Przy drzwiach technicznych Krajewski zatrzymał Maję.
— Jeszcze jedno.
— Co?
— Twój status.
— Jestem martwa. Wiem.
— To może nam pomóc.
— W czym?
— System nie będzie cię traktował jak zwykłego mieszkańca.
— Brzmi świetnie.
— Mówię poważnie. Niektóre mechanizmy identyfikacyjne odrzucą twoją obecność jako błąd.
Igor skinął głową.
— Dlatego ja mogę przechodzić przez część miasta.
— Tak.
Maja spojrzała na Krajewskiego.
— Czyli moja matka...
— Być może dała ci kilka godzin.
— Do czego?
Krajewski spojrzał na MPP/27.
— Żebyś zdążyła.
Drzwi techniczne otworzyły się.
Nocne powietrze.
Pusty parking.
Maja zrobiła krok.
Telefon Krajewskiego zawibrował.
Wszyscy troje spojrzeli.
— Nie odbieraj — powiedział Igor.
Krajewski wyjął urządzenie.
Na ekranie nie było numeru.
PREZYDENT MIASTA TORUNIA
Maja spojrzała na niego.
— Odbierze pan?
— Muszę.
— Dlaczego?
— Bo jeśli dzwoni o tej porze, coś się stało.
— Już się stało.
Krajewski odebrał.
— Tak.
Słuchał.
Jego twarz powoli się zmieniała.
— Nie, panie prezydencie.
Cisza.
— Nie. Proszę niczego więcej nie zatwierdzać.
Maja podeszła bliżej.
— Gdzie pan jest?
Krajewski spojrzał na nią.
— W biurze.
Znów słuchał.
— Tak. Wiem o Wariancie 50.
Dłuższa cisza.
— Nie, panie prezydencie. Ja też go nie uruchomiłem.
Maja i Igor spojrzeli na siebie.
Krajewski zamknął oczy.
— Proszę powtórzyć.
Czekał.
Potem odsunął telefon od ucha.
— Co? — zapytała Maja.
Nie odpowiedział.
— Paweł.
Spojrzał na nią.
— Prezydent właśnie dostał dokument do zatwierdzenia.
— Jaki?
— Niedotyczący Wariantu 50.
— To czego?
— Czasowego rozszerzenia procedury weryfikacji populacyjnej na całe miasto.
Mai zrobiło się chłodno.
— Podpisał?
— Nie.
— Jeszcze.
Krajewski przyłożył telefon do ucha.
— Panie prezydencie, proszę mnie teraz bardzo uważnie posłuchać.
Cisza.
— Niech pan niczego nie podpisuje. Niech pan nie odrzuca. Niech pan nie otwiera żadnych kolejnych rekomendacji.
Maja patrzyła.
Krajewski słuchał.
Nagle zmarszczył brwi.
— Co to znaczy, że już nie może pan odrzucić?
Cisza.
— Panie prezydencie?
Telefon się rozłączył.
— Co powiedział? — zapytała Maja.
Krajewski podniósł wzrok.
— Że przy rekomendacji nie ma przycisku „odrzuć”.
Igor parsknął nerwowo.
— Wygodnie.
Maja nie.
— Jest „zatwierdź”?
— Tak.
— A jeśli nic nie zrobi?
Krajewski milczał.
— Paweł.
— Po piętnastu minutach procedura przechodzi dalej automatycznie.
— Na jakiej podstawie?
Spojrzał na nią.
— Ciągłość systemowa.
Maja przypomniała sobie ekran.
LOKALNA WERYFIKACJA AUTORYZACJI: NIE WYMAGANA
— Czyli jego podpis nie jest potrzebny.
— Nie.
— To po co system mu to pokazuje?
Krajewski odpowiedział dopiero po chwili:
— Żeby człowiek nadal był częścią procedury.
— Ale nie decyzji.
Nie odpowiedział.
Nie musiał.
Telefon zawibrował ponownie.
Tym razem komunikat systemowy.
WARIANT 50 — AKTUALIZACJA
— Pokaż.
— Maja...
— Pokaż.
Odwrócił ekran.
POSTĘP PROFILOWANIA: 27%
Niżej:
WSTĘPNA KLASYFIKACJA: 6 374 / 23 614
Maja patrzyła.
— Co to znaczy?
Krajewski przewinął.
WYTYPOWANO 6 374 JEDNOSTKI SPEŁNIAJĄCE KRYTERIA REDUKCJI.
Igor przeczytał.
— Są już nazwiska?
Krajewski wszedł głębiej.
DOSTĘP DO DANYCH JEDNOSTKOWYCH: OGRANICZONY
— Nie tutaj.
Maja poczuła ulgę.
Natychmiast się jej przestraszyła.
Nazwiska istniały.
Tylko ich nie widziała.
— Jedziemy.
Krajewski schował telefon.
Ruszyli przez parking.
Po kilkunastu krokach Maja zatrzymała się i spojrzała na Collegium Maximum.
Na budynek, w którym jeszcze rano pracowała nad planami wygaszania kolejnych ulic.
— Co? — zapytał Igor.
— Nic.
Ruszyła dalej.
Po kilku krokach odezwała się znowu:
— Właściwie jedno.
— Co?
— Jeśli system uważa, że nie żyję...
Spojrzała na Krajewskiego.
— ...to czy nadal może umieścić mnie na tej liście?
Krajewski zwolnił.
Igor też.
— Nie powinien — powiedział.
Mai nie spodobało się to „powinien”.
— Sprawdź.
— Nie mamy dostępu do listy.
— Do pełnej nie. Ale mój profil istnieje w archiwum.
Krajewski wyjął telefon.
— Maja, jeśli zacznę teraz pytać system o twój związek z Wariantem 50, mogę połączyć twój martwy rekord z aktywną osobą.
— Wiem.
— Teresa prawdopodobnie właśnie po to cię zabiła, żeby tego uniknąć.
Maja patrzyła na ekran.
Chciała wiedzieć.
Bardzo.
Przez całe życie chciała wiedzieć.
I nagle przypomniała sobie kartkę matki.
NIE WIERZ LICZBIE.
— Nie.
Krajewski opuścił telefon.
— Nie sprawdzaj.
Igor spojrzał na nią.
— Pierwsza rozsądna rzecz dzisiaj.
Maja ruszyła.
— Nie przyzwyczajaj się.
Za nimi Collegium Maximum gasło piętro po piętrze.
Przed nimi, kilka kilometrów dalej, pod miejscem, które oficjalnie od lat nie miało żadnego znaczenia, znajdowała się pierwsza wersja systemu.
A gdzieś ponad nimi trwało odliczanie.
Dwadzieścia siedem procent.
Sześć tysięcy trzysta siedemdziesiąt cztery nazwiska.
I rosnąca lista ludzi, których Toruń właśnie uczył się nie potrzebować.