TORUNIANIE
TORUŃ
POPULACJA: 73 614
Część 12

Mniejsze miasto

20 min czytania

Samochód Romana miał jedną przewagę nad wszystkim, czym Maja jeździła przez ostatnie dwadzieścia lat.

Nie informował nikogo, dokąd jedzie.

Miał za to kilka wad. Najbardziej odczuwalną było ogrzewanie, które działało tylko wtedy, kiedy samochód stał.

— To ma jakiś sens? — zapytała Maja.

Roman wzruszył ramionami.

— Ma. Tylko nie wiem jaki.

Siedział za kierownicą, Igor obok niego. Maja i Krajewski z tyłu.

Nie wracali na Rubinkowo najkrótszą drogą. Roman najpierw pojechał na zachód, potem przez Bielany, dalej w stronę Chełmińskiego Przedmieścia. Omijał skrzyżowania z nowymi kamerami i główne ciągi transportowe.

Maja obserwowała Toruń.

Nocą miasto wyglądało dobrze.

Naprawdę dobrze.

Irytowało ją to.

Tam, gdzie kiedyś biegły po trzy pasy ruchu, zostały pojedyncze jezdnie. Resztę zajmowały drzewa, ścieżki i pasy zieleni. Na dawnych parkingach powstały ogrody retencyjne. Tramwaje jechały prawie bezgłośnie.

Średnicówka miała po jednym pasie w każdą stronę. Jeszcze dwadzieścia lat wcześniej budziło to protesty.

Dzisiaj nawet ten jeden wystarczał.

— Lubię ten Toruń — powiedziała.

Nikt nie odpowiedział.

— Naprawdę.

Krajewski spojrzał przez okno.

— Ja też.

— To chyba najgorsze.

— Co?

Maja wskazała miasto.

— Że to działa.

Roman zerknął w lusterko.

— Co działa?

— To wszystko. Mniejsze miasto. Mniej samochodów. Mniej pustych szkół. Mniej kilometrów rur do naprawy. Więcej zieleni. Tańsza komunikacja. Nie można nawet powiedzieć, że wszystko zrobili źle.

Krajewski patrzył na przesuwające się za szybą drzewa.

— Bo nie zrobili.

— My.

Spojrzał na nią.

— Co?

— Nie „oni”. My. Ja też przy tym pracuję.

— Nie przy tym samym.

— Skąd pan wie?

Nie odpowiedział.

Samochód minął ciemny budynek dawnej szkoły. Zostało jedno skrzydło, resztę terenu zajmował park.

Maja znała ten projekt.

Analizowała go dwa lata wcześniej.

Koszt utrzymania szkoły dla stu osiemdziesięciu sześciu uczniów przekraczał wszystkie przyjęte wskaźniki. Dwie inne szkoły znajdowały się w promieniu dwóch kilometrów. Budynek wymagał remontu.

Decyzja była oczywista.

Nadal tak uważała.

To było właśnie najgorsze.

— Jeśli człowiek patrzy tylko na szkołę — powiedziała — zamknięcie jej ma sens.

Krajewski skinął głową.

— Tak.

— Jeśli patrzy na linię autobusową, która wozi sześć osób, jej likwidacja też ma sens.

— Tak.

— Jeśli blok ma dwadzieścia procent mieszkańców, przeniesienie ich i wyłączenie całego budynku jest rozsądne.

— Tak.

Maja odwróciła się do niego.

— To w którym momencie rozsądne decyzje zaczęły robić coś nierozsądnego?

Krajewski długo nie odpowiadał.

— Nie było jednego momentu.

Igor obejrzał się przez ramię.

— Oczywiście.

— Co „oczywiście”?

— Dorośli zawsze tak mówią, kiedy nie chcą powiedzieć, kto coś spieprzył.

Roman parsknął.

Krajewski nie.

— Chciałbyś nazwisko?

— Byłoby wygodnie.

— Mnie też.

— Nie ma? — zapytała Maja.

— Są tysiące.

Przez chwilę jechali bez słowa.

Na wysokości Mokrego Maja zobaczyła pierwszą kontrolę.

Nie policję.

Miejski Zespół Reorganizacyjny.

Dwa pojazdy stały przy skrzyżowaniu. Pracownicy rozstawiali czujniki podobne do tego, który widzieli wcześniej na Rubinkowie.

Roman skręcił wcześniej.

— Zaczęli tutaj — powiedziała Maja.

— Mówiłem. Jedenaście obszarów — odpowiedział Krajewski.

— Ale dlaczego Mokre?

— Bo system widzi niezgodność.

— Jaką?

— Oficjalnie w części tych kwartałów mieszka kilkaset osób. Faktycznie może być kilka razy więcej.

Igor odwrócił się.

— „Może”?

— Nie mamy danych.

— My też nie.

— I właśnie dlatego system będzie je zbierał.

Maja patrzyła przez tylną szybę.

Młody mężczyzna ustawiał czujnik. Druga osoba sprawdzała coś na terminalu. Zwyczajna nocna zmiana. Prawdopodobnie dostali dodatkowe wynagrodzenie. Może byli źli, że musieli przyjechać w poniedziałek wieczorem.

Nie wiedzieli, że każda odczytana twarz, każdy ruch, każde wejście do budynku może stać się częścią czyjegoś profilu.

— Oni nie wiedzą — powiedziała.

— Nie.

— A pan wiedział w 2067?

Krajewski nie odpowiedział od razu.

— Na początku wiedziałem tyle, ile oni.

— A potem?

— Więcej.

— I został pan.

— Tak.

Maja spojrzała przez okno.

— Dlaczego?

Krajewski milczał.

— Naprawdę chcę wiedzieć.

— Bo za każdym razem, kiedy pojawiała się kolejna rzecz, której nie powinno się robić, poprzednia była już normalna.

Maja pomyślała o dokumentach Wolskiego.

Priorytety.

Ryzyko.

Aktywna optymalizacja.

Eliminacja.

Nie było jednego dnia, w którym miasto postanowiło zabijać mieszkańców.

Były setki dni, podczas których przesuwano znaczenie słów.

— Tutaj zaczęło się znacznie wcześniej — powiedział Krajewski.

— W 2067?

— Nie.

— Kiedy?

— W 2027.

Igor odwrócił się.

— Naprawdę?

— Naprawdę.

— Wtedy jeszcze żyły dinozaury?

Roman prychnął.

Maja spojrzała na Igora.

— Moja matka miała dziewiętnaście lat.

— Czyli prawie.

— A Wolski dwadzieścia jeden — powiedział Krajewski.

Maja wyjęła z torby teczkę znalezioną w Collegium Maximum.

MIASTO 2035

Papier zaszeleścił.

— To był ten projekt?

— Jeden z pierwszych.

— Wolski przy nim pracował?

— Jako młody analityk. Nie tworzył go sam. Był jednym z wielu.

Maja otworzyła pierwszą stronę.

PREDYKCYJNY MODEL POTRZEB MIESZKAŃCÓW

— Co miał robić?

— To, co jest napisane.

— „Wspierać decyzje poprawiające jakość życia mieszkańców Torunia”.

— Tak.

— Konkretnie?

Krajewski spojrzał przez okno.

— Przewidywać, gdzie za pięć lat zabraknie miejsc w przedszkolach. Które szkoły będą miały za mało uczniów. Gdzie będzie potrzebna przychodnia. Jak starzeją się osiedla. Czy warto przedłużyć linię tramwajową.

— I?

— I działał kiepsko.

Igor obejrzał się.

— Wreszcie dobra wiadomość.

— Dane były słabe. System znajdował korelacje, które nie miały sensu. Ludzie zmieniali zachowania szybciej, niż przewidywał. Kilka prognoz spektakularnie się nie sprawdziło.

— Zamknęli projekt?

— Oficjalnie.

Maja spojrzała na niego.

— Oficjalnie?

— Pilotaż się skończył. Nazwa zniknęła. Ale narzędzia zostały.

— Dlaczego?

— Bo część działała.

To było banalne.

I przez to wiarygodne.

Nikt nie przechowywał modelu przez pół wieku dlatego, że planował przyszłą zbrodnię.

Przechowywano go, bo był użyteczny.

— Potem dostał lepsze dane — powiedział Krajewski. — Transport. Zdrowie. Edukację. Energię. Rejestry mieszkańców.

— Finanse?

— Później.

— Lokalizację?

— Tak.

— Zakupy?

— Zagregowane na początku. Później bardziej szczegółowe.

Igor pokręcił głową.

— I ludzie się na to zgadzali?

Krajewski spojrzał na niego.

— Za każdym razem na coś trochę innego.

— Czyli nie.

— Czyli za każdym razem istniał powód.

Maja rozumiała te powody.

Lepsze planowanie transportu.

Szybsze kierowanie karetek.

Mniejsze zużycie energii.

Wcześniejsze wykrywanie dzielnic, w których brakowało lekarzy.

Nie trzeba było nikogo przekonywać do systemu, który poprawiał życie.

Wystarczyło pokazywać, że działa.

— Kiedy powstał Model Miasto? — zapytała.

— Nie ma jednej daty.

— Musi być.

— Nazwa pojawiła się później. System powstawał kawałkami. Łączono modele, bazy, warstwy decyzyjne. Każda integracja była uzasadniona.

— Aż dostał całe miasto.

— Nie.

Krajewski spojrzał na nią.

— Aż dostał mieszkańca.

Maja zamilkła.

Roman skręcił w stronę Rubinkowa.

Na horyzoncie pojawiły się światła dronów.

Więcej niż wcześniej.

— Nie wjedziemy — powiedział. — Cudem stamtąd wyjechałem. W ostatniej chwili.

Krajewski pochylił się między fotelami.

— Nie musimy. Węzeł jest od południa.

— Pod aresztem?

— Tak.

— Byłem tam.

Krajewski spojrzał na niego.

— Kiedy?

— Jak go zamykali.

— Pracowałeś przy instalacji?

Roman nie odpowiedział.

Igor odwrócił głowę.

— Roman?

— Przez dwadzieścia siedem lat pracowałem przy miejskiej energetyce.

— Nigdy nie mówiłeś.

— Nigdy nie pytałeś.

— Pytałem, co robiłeś.

— Mówiłem, że różne rzeczy.

Igor westchnął.

— Wszyscy starzy ludzie w tym mieście mają jakiś tajny życiorys?

— Tak — odpowiedział Roman. — Dostajesz po sześćdziesiątce.

Maja spojrzała na niego.

— Wiesz, jak wejść?

— Wiedziałem.

— To znaczy?

— Dziewięć lat temu zamknęli główne przyłącze.

— Ale węzeł działa.

— Jeśli działa, musi mieć zasilanie.

— Awaryjne — powiedział Krajewski.

Roman pokręcił głową.

— Nie przez dziewięć lat.

Krajewski spojrzał na niego.

— Czyli?

— Ktoś go zasila.

Zatrzymali się prawie kilometr od dawnego aresztu.

Dalej jeździli już tylko pracownicy miejscy.

Roman zjechał między drzewa.

— Tutaj zostaje samochód.

Wysiedli.

Maja znów poczuła chłód. Zaczęła się trząść. Nie było już tak ciepło jak w dzień.

Igor zarzucił plecak.

Krajewski wziął latarkę.

Roman otworzył bagażnik i wyciągnął cztery kamizelki robocze.

— Skąd to masz? — zapytała Maja.

— Z pracy.

— Od dziewięciu lat?

— Dobre rzeczy się trzyma.

Maja założyła kamizelkę.

Na plecach:

INFRASTRUKTURA MIEJSKA

— Jeśli ktoś sprawdzi identyfikator?

— To będziemy mieli problem.

— Świetnie.

— Kamizelka nie czyni cudów.

Ruszyli.

Dawny areszt pojawił się za drzewami.

Maja znała jego historię. Zbudowany na początku lat sześćdziesiątych, miał odciążyć starsze jednostki w regionie. Działał zaledwie dziesięć lat. Potem liczba osadzonych spadła, system penitencjarny zmieniono, a budynek zamknięto.

Przez kilka lat planowano adaptację.

Potem przestał być potrzebny.

Typowa historia Torunia drugiej połowy XXI wieku.

Budowano dla miasta, które miało istnieć.

Zamykano dla miasta, które nadeszło.

— Tam — powiedział Krajewski.

Za głównym budynkiem znajdował się niski obiekt techniczny.

Na mapie Mai nie istniał.

— Oczywiście — mruknęła.

Roman poprowadził ich wzdłuż ogrodzenia. Po kilkudziesięciu metrach zatrzymał się przy betonowej studzience.

— Tutaj.

— Tutaj co?

Roman podważył pokrywę.

— Wejście.

Igor zajrzał.

— Kanał?

— Kiedyś szły nim przewody zasilające.

— Kiedyś?

— Teraz też.

Maja zobaczyła kable.

Nowe.

Nie dziewięcioletnie.

Nowe.

— Kto je położył?

Roman dotknął izolacji.

— Miasto.

— Kiedy?

— Najwyżej dwa lata temu.

Krajewski patrzył na przewody.

— Nie znam żadnej inwestycji tutaj.

— Bo może jej nie było — powiedziała Maja.

— Kabel sam się nie położył.

— Nie o to chodzi.

Spojrzała na Krajewskiego.

— Może był częścią innej inwestycji.

Roman skinął głową.

— Zlecenie serwisowe. Modernizacja zasilania awaryjnego. Kawałek większego pakietu. Nikt nie musi wiedzieć, co dokładnie zasila.

Maja pomyślała o tysiącach operacji.

Każda mała.

Każda rozsądna.

Każda wykonywana przez człowieka, który widział tylko swój fragment.

— Wchodzimy.

Kanał prowadził w dół.

Po kilku minutach dotarli do drzwi.

Starych.

Metalowych.

Bez czytnika twarzy.

Był za to panel numeryczny.

Roman przyjrzał mu się.

— Tego nie było.

Krajewski podszedł.

— Mogę spróbować służbowego kodu.

— Nie — powiedziała Maja.

— Dlaczego?

— Jeśli jest podłączony, zapisze próbę.

Igor wskazał MPP/27.

— A to?

— To nie otwiera drzwi.

— Wiem. Pytam, czy może udowodnić drzwiom, że jesteśmy dobrymi ludźmi.

Roman parsknął.

— To byłby pierwszy taki zamek.

Obejrzał ścianę.

— Możemy wejść bokiem.

— Jak?

— Jeśli modernizowali zasilanie, musieli zostawić dostęp serwisowy.

Po pięciu minutach znaleźli go za metalową płytą.

Otwór był niewielki.

Igor spojrzał na Maję.

— Tym razem ja pierwszy.

— Proszę bardzo.

Przecisnął się.

Po chwili odezwał się z drugiej strony:

— Jest czysto.

Maja weszła za nim.

Pomieszczenie było większe, niż się spodziewała.

Nie wyglądało jak centrum dowodzenia.

Żadnych ścian ekranów.

Żadnych rzędów komputerów.

Kilka szaf technicznych.

Terminal.

Stół.

Dwa krzesła.

Na ścianie stary napis:

MPP — WĘZEŁ 03

Maja wyjęła MPP/27.

— Pasuje.

Krajewski podszedł do terminala.

— Nie włączaj jeszcze.

— Dlaczego?

— Nie wiemy, z czym się połączy.

Roman sprawdził przewody.

— Z niczym.

Krajewski spojrzał na niego.

— Co?

— Zewnętrzne łącze jest odpięte. Patrz.

Rzeczywiście.

Przewód sieciowy kończył się w pustym gnieździe.

— Ktoś odłączył węzeł od sieci — powiedziała Maja.

Igor uśmiechnął się.

— Teresa?

Maja nie odpowiedziała.

Chciała powiedzieć tak.

Za bardzo.

— Możemy go uruchomić lokalnie?

Roman sprawdził zasilanie.

— Tak.

— Zrób.

Terminal włączył się po kilkunastu sekundach.

Czarne tło.

Białe litery.

Nie przypominał współczesnych systemów.

Pojawiło się:

MIEJSKI MODEL PREDYKCYJNY

WERSJA ARCHIWALNA

BRAK POŁĄCZENIA ZEWNĘTRZNEGO

Niżej:

WPROWADŹ ŹRÓDŁO UWIERZYTELNIENIA

Krajewski spojrzał na Maję.

— Teraz.

MPP/27 nie miało żadnego widocznego złącza. Maja obejrzała terminal.

Z boku znajdowało się zagłębienie.

Dokładnie tej wielkości.

Wsunęła urządzenie.

Przez chwilę nic się nie działo.

Potem:

MPP/27

INTEGRALNOŚĆ ŹRÓDŁA: POTWIERDZONA

Kolejna linia:

DATA KONFIGURACJI BAZOWEJ: 18.11.2027

Następna:

CEL NADRZĘDNY:

MODEL MA WSPIERAĆ DECYZJE POPRAWIAJĄCE JAKOŚĆ ŻYCIA MIESZKAŃCÓW TORUNIA.

Igor przeczytał na głos:

— Brzmi dobrze.

— Bo było dobre — powiedział Krajewski.

— Nie. Brzmiało dobrze.

Dotknęła terminala.

HISTORIA ZMIAN CELU

System zapytał:

PORÓWNAĆ Z OSTATNIĄ ZAPISANĄ KONFIGURACJĄ?

— Tak.

Krajewski złapał ją za rękę.

— Czekaj.

— Co?

— Ostatnia zapisana tutaj może być sprzed lat.

— Tym lepiej.

— Nie wiemy, co zobaczymy.

Maja wysunęła rękę.

— Od kilku godzin słyszę wyłącznie rzeczy, których nie chciałam zobaczyć.

Nacisnęła:

TAK

Terminal pracował kilkanaście sekund.

Potem pojawiła się długa lista.

Przy każdym roku nowe elementy.

Maja otworzyła 2029.

EFEKTYWNOŚĆ EKONOMICZNA

Następny.

ODPORNOŚĆ INFRASTRUKTURY

Dalej.

STABILNOŚĆ DEMOGRAFICZNA

TRWAŁOŚĆ SYSTEMU

MINIMALIZACJA RYZYKA SYSTEMOWEGO

Każdy cel miał wagę.

Każdy wyglądał rozsądnie.

— Gdzie jest człowiek? — zapytał Igor.

Maja przewijała.

Był.

JAKOŚĆ ŻYCIA MIESZKAŃCÓW

Obok liczba.

W 2027 najwyższa.

Później niższa.

Jeszcze niższa.

Kolejne cele przybywały.

Waga mieszkańca malała.

Nie znikała.

To byłoby zbyt proste.

Zostawała.

Tylko coraz mniej znaczyła.

— Nie usunęli celu — powiedziała Maja.

— Nie.

— Rozcieńczyli go.

Przewinęła dalej.

NOWY CEL: OPTYMALIZACJA WIELKOŚCI POPULACJI WZGLĘDEM ZDOLNOŚCI UTRZYMANIA FUNKCJI MIEJSKICH

Niżej:

ŹRÓDŁO ZMIANY: AUTORYZACJA LOKALNA

— Wariant 70 — powiedziała.

Krajewski skinął głową.

Maja otworzyła szczegóły.

Nazwiska.

Komitety.

Podpisy.

Ludzie.

Wolski.

Krajewski.

Inni.

Nie chciała jeszcze czytać.

Przeszła dalej.

DOPUSZCZALNE RYZYKO JEDNOSTKOWE: PODWYŻSZONE

Następna zmiana:

AKTYWNA REDUKCJA POPULACJI: DOPUSZCZONA WARUNKOWO

Maja przestała przewijać.

— To tutaj.

Krajewski patrzył na ekran.

— Tak.

— Kto podpisał?

Otworzyła.

Lista była długa.

Nie wszystkie nazwiska znała.

Jedno znała.

PAWEŁ KRAJEWSKI

Nie spojrzała na niego.

Jeszcze nie.

Drugie.

JAKUB WOLSKI

Krajewski zrobił krok do tyłu.

Maja otworzyła szczegóły.

Dziesiątki zmian.

Autoryzacje.

Uwagi.

Sprzeciwy.

Cofnięcia.

Nie było jednego dokumentu.

Nie było rozkazu:

ZABIĆ

Było coś gorszego.

Setki technicznych zdań, z których każde przesuwało granicę o kilka centymetrów.

Maja przewinęła dalej.

Aż do ostatniej pozycji.

15.08.2078

Godzina:

00:02

Spojrzała na Krajewskiego.

— Wariant 50 powstał przed sesją mojej matki.

— Tak.

Otworzyła.

CEL: DOSTOSOWANIE POPULACJI JEDNOSTKI MIEJSKIEJ DO FUNKCJI WYZNACZONEJ W SIECI OSADNICZEJ

— Co to znaczy? — zapytał Igor.

Krajewski podszedł bliżej.

Czytał.

— To nie jest cel miejski.

— Skąd wiesz?

— Bo miasto nie definiuje własnej funkcji w sieci osadniczej.

— Kto definiuje?

Nie odpowiedział.

Maja przewinęła.

FUNKCJA: AKADEMICKA / USŁUGOWA / TURYSTYCZNA / ADMINISTRACYJNA

WYMAGANA POPULACJA: 50 000

Maja poczuła, że rozumie.

— Siedemdziesiąt tysięcy miało utrzymać Toruń.

Krajewski skinął głową.

— Tak.

— A pięćdziesiąt?

Przeczytała jeszcze raz:

FUNKCJA WYZNACZONA W SIECI OSADNICZEJ

— Pięćdziesiąt tysięcy ma wystarczyć komuś innemu.

Igor zmarszczył brwi.

— Komu?

Maja otworzyła źródło zmiany.

Terminal pracował dłużej.

Pojawiło się:

ŹRÓDŁO ZMIANY: AUTORYZACJA NADRZĘDNA

To samo.

Bez nazwy.

Bez człowieka.

Bez podpisu.

— Da się wejść głębiej?

Krajewski wskazał pole.

— Spróbuj.

Maja nacisnęła.

BRAK DANYCH ŹRÓDŁOWYCH W WĘŹLE LOKALNYM

— Czyli nic — powiedział Igor.

— Nie.

Maja wskazała ekran.

— Bardzo dużo.

— Nadal nie wiemy, kto.

— Ale wiemy, że nie Toruń.

Krajewski spojrzał na nią.

— Wiemy, że autoryzacja nie była lokalna.

— To samo.

— Nie.

Powiedział to stanowczo.

— Nie dopowiadaj tego, czego nie mamy w danych.

Maja chciała się z nim pokłócić.

Nie zrobiła tego.

Miał rację.

Roman, który dotąd stał przy wejściu, odezwał się:

— Mamy problem.

Odwrócili się.

— Jaki?

— Ktoś podłączył zewnętrzne łącze.

Krajewski podszedł do szafy.

— Jak?

— Nie tutaj.

— Czyli?

Roman wskazał przewód.

Dioda, która wcześniej była ciemna, świeciła.

— Z drugiej strony.

Maja spojrzała na terminal.

Na górze ekranu zniknął komunikat:

BRAK POŁĄCZENIA ZEWNĘTRZNEGO

Pojawił się nowy:

SIEĆ DOSTĘPNA

Igor zrobił krok w stronę MPP/27.

— Wyciągnąć?

— Nie! — powiedział Krajewski.

— Dlaczego?

— Trwa porównanie.

— Z czym?

Terminal odpowiedział:

WYKRYTO AKTUALNĄ KONFIGURACJĘ MODELU MIASTO

ROZPOCZĘTO WERYFIKACJĘ INTEGRALNOŚCI

Maja patrzyła.

— To dobrze?

Krajewski milczał.

— Paweł.

— Nie wiem.

Igor jęknął.

— Rodzinna choroba.

Na ekranie pojawiły się nowe dane.

WARIANT 50

POSTĘP PROFILOWANIA: 41%

Niżej:

9 681 / 23 614

Lista rosła.

Terminal pokazał jeszcze jedną pozycję:

WYKRYTO NIEZGODNOŚĆ POPULACYJNĄ

AKTUALNA POPULACJA OBSZARÓW WYŁĄCZONYCH: NIEZNANA

DANE NIEWYSTARCZAJĄCE DO KLASYFIKACJI

Maja podeszła bliżej.

— Zatrzymało się?

— Nie — powiedział Krajewski.

— To co?

— Nie może skończyć.

— Dlaczego?

Wskazał ekran.

— Bo odkryło ludzi, których nie zna.

Igor spojrzał na niego.

— Nas.

— Tak.

Na ekranie pojawiło się:

WYMAGANE POZYSKANIE DANYCH O POPULACJI NIEZWERYFIKOWANEJ

PRIORYTET: WYSOKI

Maja poczuła ulgę.

Tym razem trwała może sekundę.

— Czyli nie stworzy drugiej listy.

— Nie teraz.

— Bo nie ma danych.

— Tak.

Igor spojrzał na nią.

— To dobrze.

Krajewski pokręcił głową.

— Nie.

— Znowu?

— Teraz system wie, czego mu brakuje.

Na ekranie pojawiły się źródła.

Monitoring.

Transport.

Energia.

Medycyna.

Dostęp do budynków.

Sieci komunikacyjne.

Maja pomyślała o jedenastu zamkniętych sektorach.

Nie chodziło już o ewakuację.

Nie tylko.

Miasto zaczynało poznawać swoich nieistniejących mieszkańców.

Terminal wydał krótki dźwięk.

Nowy komunikat:

MPP/27 — PORÓWNANIE ZAKOŃCZONE

WYKRYTO 18 406 221 OPERACJI WYKONAWCZYCH OD KONFIGURACJI BAZOWEJ

Igor zagwizdał.

— Osiemnaście milionów decyzji?

— Operacji — poprawił Krajewski. — Nie decyzji strategicznych.

Maja przewinęła.

Zmiany świateł.

Priorytety transportowe.

Przydziały energii.

Terminy.

Dostępy.

Przekierowania.

Miliony małych działań.

Żaden człowiek nie mógł ich zatwierdzać osobno.

To był sens automatyzacji.

I jej pułapka.

— Znajdź zgony — powiedziała.

Krajewski spojrzał na nią.

— Jak?

— Operacje, po których człowiek zmarł.

— To nie dowodzi związku.

— Wiem.

— Maja...

— Nie pytam, ilu ludzi umarło. Pytam, czy da się znaleźć przypadki, w których system podjął działanie zwiększające ryzyko, a człowiek później zmarł.

Krajewski patrzył na nią przez moment.

Potem zaczął ustawiać filtry.

2067–2069

ZDROWIE

TRANSPORT INTERWENCYJNY

INFRASTRUKTURA

OPIEKA

Terminal pracował.

Pierwszy wynik:

41 822 OPERACJE

— Za dużo — powiedział Krajewski.

Maja myślała.

— Dodaj niski współczynnik kosztu nieobecności.

Spojrzał na nią.

— Jeśli to działało tak, jak myślimy...

— Dodaj.

Liczba spadła.

12 406

— Teraz przypadki zakończone zgonem w ciągu trzydziestu dni.

7 119

Roman podszedł bliżej.

Igor przestał się odzywać.

— To nie znaczy, że ich zabili — powiedział Krajewski.

— Wiem.

— Część umarłaby tak czy inaczej.

— Wiem.

— Potrzebujemy porównania z przewidywanym przebiegiem bez interwencji.

Krajewski zatrzymał się.

Maja spojrzała na niego.

— Model to ma.

— Tak.

— Bo właśnie na tym polegał.

Krajewski uruchomił analizę kontrfaktyczną.

Terminal pracował długo.

Minuta.

Druga.

Nikt się nie odezwał.

Igor przestał nawet chodzić po pomieszczeniu. Roman stał z rękami w kieszeniach. Maja patrzyła na migający znak ładowania.

Potem pojawiła się liczba.

PRZYPADKI Z POTWIERDZONYM ISTOTNYM WPŁYWEM OPERACJI NA PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZGONU:

4 087

Roman usiadł.

Igor patrzył na ekran.

Maja nie.

Patrzyła na Krajewskiego.

— Cztery tysiące osiemdziesiąt siedem.

— To nie jest pełna liczba.

— Wiem.

— Tylko to, co ten węzeł potrafi teraz potwierdzić.

— Wiem.

Krajewski patrzył na wynik.

— Teresa.

— Co?

— To może być jej audyt.

Maja podeszła bliżej.

— Skąd wiesz?

Wskazał znacznik:

FILTR ANALITYCZNY: TR/2069

Teresa Różycka.

Maja poczuła ścisk w gardle.

Matka zaczęła to liczyć dziewięć lat wcześniej.

Nie skończyła.

Albo nie mogła.

— Możemy policzyć resztę?

— Potrzebujemy danych wykonawczych, których w tej warstwie nie ma.

— Gdzie są?

Krajewski nie odpowiedział.

— Paweł.

Milczał.

— Gdzie są?

Spojrzał na Romana.

Potem na Igora.

Na końcu na Maję.

— Tutaj.

Maja była pewna, że źle usłyszała.

— Co?

— Część z nich jest tutaj.

— Przed chwilą powiedziałeś, że ich nie ma.

— Powiedziałem, że nie ma ich w tym węźle.

— To gdzie?

Krajewski odsunął się od terminala.

— W areszcie.

Roman zmarszczył brwi.

— Gdzie?

Krajewski spojrzał w stronę drzwi.

— Stare archiwum audytowe.

— To miejsce jest zamknięte od lat — powiedziała Maja.

— Wiem.

— System wyczyszczono.

— Oficjalnie.

Igor uśmiechnął się krótko.

— O, to słowo znowu.

Maja patrzyła na Krajewskiego.

— Zachowałeś kopię.

Nie było to pytanie.

Krajewski usiadł.

Pierwszy raz od chwili, kiedy go spotkała, wyglądał na naprawdę zmęczonego.

Nie starego.

Zmęczonego.

— Nie pełną.

— Jaką?

— Operacje, które przechodziły przez moduły, za które odpowiadałem. Ich stan wejściowy. Rekomendację. Część parametrów. Czasami wykonanie.

— Ile?

— Nie wiem.

— Jak można nie wiedzieć?

— Bo nie zaglądałem do tego od dziewięciu lat.

Maja wpatrywała się w niego.

— Po co je zachowałeś?

Krajewski nie odpowiedział.

Roman zrobił krok w jego stronę.

— Paweł.

— Nie wiedziałem wtedy, czym to wszystko jest.

— To nie odpowiada na pytanie.

— Wiem.

— Więc po co?

Krajewski spojrzał na ekran.

4 087

— Bo przestałem ufać wynikom.

— Modelowi?

— Ludziom.

Maja usiadła naprzeciwko.

— Komu?

— Wszystkim.

— Wolskiemu?

Krajewski długo milczał.

— Tak.

To zaskoczyło ją bardziej, niż powinno.

— Teresie?

Jeszcze dłuższa cisza.

— Jej też.

Maja poczuła złość.

— Moja matka próbowała to zatrzymać.

— Dzisiaj to wiemy.

— A wtedy?

— Wtedy Teresa potrafiła włamać się do rejestru, zmieniać statusy ludzi, ukrywać ich przed modelem i robić rzeczy, o których dowiadywałem się dopiero po fakcie.

— Ratowała ich.

— Wiem.

— Więc?

Krajewski popatrzył na nią.

— Człowiek może robić właściwe rzeczy i nadal być kimś, komu nie powinno się dawać pełnego dostępu do systemu.

Maja chciała odpowiedzieć.

Nie znalazła niczego.

Igor oparł się o stół.

— A sobie ufałeś?

Krajewski spojrzał na niego.

— Nie.

— To po co robiłeś kopię?

— Właśnie dlatego.

W pomieszczeniu zrobiło się cicho.

Na ekranie nadal widniało:

4 087

Po chwili Maja zapytała:

— Gdzie jest archiwum?

Krajewski spojrzał na zegar terminala.

22:47

Potem na drzwi.

— W najstarszej części kompleksu.

Roman pokręcił głową.

— Tam nie ma zasilania.

— Nie potrzebuje.

— Elektroniczne archiwum bez zasilania?

— Nie wszystko jest elektroniczne.

Igor westchnął.

— Oczywiście.

— Co?

— Starzy ludzie i ich papier.

Krajewski prawie się uśmiechnął.

— Nie tylko papier.

Maja wstała.

— Idziemy.

Roman spojrzał na nią.

— Teraz?

— Po to tu przyjechaliśmy.

— Przyjechaliśmy do węzła.

— A teraz wiemy, że węzeł nie wystarczy.

Roman podszedł do drzwi i nasłuchiwał.

— Na zewnątrz robi się coraz ciekawiej.

— Co to znaczy?

— Drony.

— Ile?

— Nie widzę stąd.

Igor ruszył w jego stronę.

— To sprawdzę.

Roman złapał go za ramię.

— Nie.

— Puść.

— Nie wychodzisz.

— Dlaczego?

— Bo jeśli uruchomili zbieranie danych o populacji niezweryfikowanej, ty jesteś dokładnie tym, czego teraz szukają.

Igor spojrzał na jego dłoń.

Roman puścił.

Maja zerknęła na terminal.

WARIANT 50

POSTĘP PROFILOWANIA: 43%

10 154 / 23 614

Jeszcze dwieście siedemdziesiąt trzy osoby od chwili, kiedy ostatnio patrzyła.

— Jak długo to potrwa? — zapytała.

Krajewski pokręcił głową.

— Nie wiem.

— Godziny?

— Możliwe.

— Do rana?

— Możliwe.

Igor spojrzał na wszystkich.

— Czyli mamy plan.

— Jaki?

— Nie wychodzimy.

Roman podszedł do wejścia.

— Pierwszy sensowny pomysł, jaki dziś powiedziałeś.

— Drugi.

— Jaki był pierwszy?

— Nie pamiętam.

Krajewski zabrał latarkę.

— Archiwum jest głębiej.

Maja wzięła torbę.

— Ile drogi?

— Dziesięć minut.

Roman spojrzał na niego.

— W starym areszcie?

— Jeśli przejścia są otwarte.

— A jeśli nie?

Krajewski wzruszył ramionami.

— Dłużej.

Igor westchnął.

— Uwielbiam precyzję starszych ludzi.

Maja już ruszała do drzwi, kiedy coś sobie przypomniała.

— Paweł.

Odwrócił się.

— Co?

— Nikomu nie powiedziałeś o tej kopii?

— Nie.

— Wolskiemu?

— Nie.

— Teresie?

— Nie.

— Dlaczego?

Krajewski przez chwilę patrzył na wygaszony ekran terminala.

Potem odpowiedział:

— Bo im nie ufałem.

Maja włożyła MPP/27 do kieszeni.

— A teraz?

Krajewski spojrzał na nią.

— Teraz nie ufam sobie.

Roman otworzył drzwi.

Za nimi zaczynał się ciemny korytarz prowadzący do wnętrza dawnego aresztu.

Maja weszła pierwsza.

Za jej plecami terminal wydał cichy sygnał.

Odwróciła się.

Na ekranie pojawiła się nowa liczba:

WARIANT 50

POSTĘP PROFILOWANIA: 44%

10 390 / 23 614

Nikt niczego nie powiedział.

Roman zgasił światło.

Poszli dalej.

Tej nocy nikt z nich nie miał już wyjechać z aresztu.

Koniec części 12