TORUNIANIE
TORUŃ
POPULACJA: 73 614
Część 16

Eliminacja

20 min czytania

— Karetka zawróciła!

Maja podniosła głowę. Krzyk dochodził z tłumu. Mężczyzna trzymał telefon przed sobą, a wokół niego zaczynali zatrzymywać się ludzie.

— Co się stało?! — krzyczał. — Mów wolniej!

Maja ruszyła w jego stronę.

— Co się stało?

Nawet na nią nie spojrzał.

— Ojciec.

— Co z nim?

— Nie wiem. Sąsiadka dzwoni. Upadł.

— Gdzie?

— Sobieskiego.

Maja wyciągnęła telefon.

— Karetka jedzie?

Mężczyzna pokazał jej ekran.

ZGŁOSZENIE PRZYJĘTE

PRIORYTET: 3

Poniżej:

AKTUALIZACJA PRIORYTETU

PRIORYTET: 5

JEDNOSTKA PRZEKIEROWANA

Maja poczuła chłód.

— Kiedy to się zmieniło?

— Przed chwilą.

— Co mu jest?

— Nie wiem!

Mężczyzna wrócił do rozmowy.

— Pani Jolu, proszę do niego wejść.

Słuchał przez moment.

— Jak nie może pani wejść?

Cisza.

— To proszę wyważyć drzwi!

Maja odwróciła się do Krajewskiego. Stał kilka metrów dalej.

Wiedział.

Podeszła do niego.

— To jest to?

— Nie wiemy.

— Paweł.

— Może być zwykłą zmianą priorytetu.

— Kilka minut po uruchomieniu Wariantu 50. U człowieka, któremu właśnie zabrano karetkę.

— Maja, nadal nie wiemy.

Wzięła mu terminal.

— Co robisz?

— Sprawdzam.

— Nie masz dostępu.

— Ty masz.

Otworzyła listę realizacji.

Setki operacji.

REALIZACJA: 147

Odwróciła się do mężczyzny.

— Nazwisko ojca?

— Co?

— Nazwisko.

— Lewandowski. Jerzy Lewandowski.

Krajewski chciał odebrać terminal.

— Nie wyszukuj nazwisk.

— Dlaczego?

— Bo jeśli lista jest aktywna...

— Właśnie dlatego.

Wpisała.

LEWANDOWSKI JERZY

Jeden wynik.

PROFIL: 4418-7C

WSPÓŁCZYNNIK KOSZTU NIEOBECNOŚCI: 0,0091

REKOMENDACJA: ELIMINACJA

REALIZACJA: MODYFIKACJA PRIORYTETU MEDYCZNEGO

STATUS: WYKONANO

Nikt się nie odezwał.

Mężczyzna patrzył na ekran.

— Co to jest?

Maja zamknęła terminal.

Za późno.

— Co znaczy „eliminacja”?

— Musimy jechać.

— Co to znaczy?!

Maja spojrzała na Romana.

— Samochód.

Roman już ruszał.

Mężczyzna złapał ją za rękę.

— Co to znaczy?

Nie miała dobrej odpowiedzi.

Powiedziała prawdę.

— Pański ojciec jest na liście ludzi, wobec których system zaczął ograniczać usługi.

— Jakiej liście?

Maja milczała.

— Dlaczego?

Krajewski odpowiedział za nią:

— Bo uznał, że koszt jego nieobecności jest niski.

Mężczyzna patrzył na niego tak, jakby nie rozumiał. Albo właśnie zrozumiał zbyt dobrze.

— Koszt czego?

— Jedziemy — powiedziała Maja.

Roman ruszył. Tym razem nikt nie komentował prędkości.

Mężczyzna siedział z przodu. Miał na imię Michał. Maja, Igor i Krajewski zajęli tył. Elżbieta została przy moście z ludźmi.

— Numer? — zapytał Roman.

— Osiemnaście.

— Klatka?

— C.

Maja patrzyła przez okno.

Miasto działało.

To było najgorsze.

Samochody jechały, ludzie szli do pracy, tramwaj przejechał przez skrzyżowanie. Na przystanku ktoś pił kawę. Nie było alarmu ani syren. Żaden ekran nie wyświetlał:

MIASTO ZACZĘŁO ZABIJAĆ MIESZKAŃCÓW

Zamiast tego na ekranie reklamowym pojawił się komunikat:

TRWA AKTUALIZACJA SYSTEMÓW MIEJSKICH

MOŻLIWE CZASOWE UTRUDNIENIA

Roman minął go bez słowa.

— Utrudnienia — powiedział Igor.

Nikt nie odpowiedział.

Krajewski trzymał terminal na kolanach. Licznik przesuwał się dalej.

214

215

216

Maja patrzyła na kolejne numery.

— Co oznacza jedna realizacja?

— Jedną wykonaną operację.

— Na jednym człowieku?

— Niekoniecznie. Jeden profil może mieć ich kilka.

— Ilu ludzi już dotknął?

— Nie mam pełnego widoku.

Michał odwrócił się do nich.

— Czy wy możecie przestać mówić jak instrukcja obsługi?

— Mój ojciec umiera?

Maja odpowiedziała:

— Nie wiem.

— A system chce, żeby umarł?

Krajewski otworzył usta, ale Maja była szybsza.

— System niczego nie chce.

Michał patrzył na nią przez moment.

— To jeszcze gorzej.

Odwrócił się.

Maja nie miała czym odpowiedzieć.

Drzwi budynku nie otworzyły się.

Michał przyłożył dłoń do czytnika.

ODMOWA DOSTĘPU

Spróbował jeszcze raz.

To samo.

— Ja tu mieszkałem! Tata ma mnie na liście!

Maja spojrzała na Krajewskiego.

— Jego profil?

Sprawdził.

— Aktywny.

— To dlaczego?

Przewinął.

— Ograniczenie lokalu.

Nie musiała pytać czyjego.

Jerzego Lewandowskiego.

Maja znalazła kolejną operację:

OGRANICZENIE DOSTĘPU DO LOKALU

STATUS: WYKONANO

— Dwie — powiedziała.

Igor spojrzał na nią.

— Co?

— Karetka i drzwi.

Michał uderzył pięścią w wejście.

— Otwierać!

Nikt nie odpowiedział.

Roman podszedł.

— Odsuń się.

— Co pan...

Roman kopnął w dolną część drzwi.

Nic.

Jeszcze raz.

Igor stanął obok.

— Razem.

Uderzyli.

Drzwi zatrzeszczały. Rozległ się alarm.

NARUSZENIE ZABEZPIECZENIA

Roman kopnął trzeci raz.

Drzwi puściły.

— No — powiedział. — Zabezpieczenie naruszone.

Wbiegli do środka.

Winda była nieaktywna.

— Piąte piętro — powiedział Michał.

Ruszyli schodami.

Na drugim Maja zaczęła tracić oddech. Na trzecim Igor ją minął. Na czwartym Roman był już przed nią. Michał pierwszy dopadł drzwi mieszkania.

— Tato!

Na korytarzu stała starsza kobieta. Płakała.

— Nie mogłam wejść.

— Gdzie klucz?!

— Nie mam.

Michał przyłożył dłoń do czytnika.

ODMOWA DOSTĘPU

— Kurwa!

Roman obejrzał drzwi.

— Te są mocniejsze.

Igor uderzył ramieniem.

Nic.

Maja wyjęła terminal.

— Każde mieszkanie ma lokalny dostęp awaryjny dla służb.

— Tak — powiedział Krajewski.

— Otwórz.

— Nie mam takich uprawnień.

— Biuro?

— Nie.

— Medyczny?

— Tak, ale wymaga aktywnego zgłoszenia.

Maja sprawdziła.

Zgłoszenie Jerzego Lewandowskiego:

ZAMKNIĘTE

POWÓD: ZMIANA PRIORYTETU

— Zamknął zgłoszenie.

— Kto? — zapytał Michał.

Nie odpowiedziała.

Krajewski wziął terminal.

— Spróbuję reaktywować.

BRAK AUTORYZACJI

— Jeszcze raz — powiedziała Maja.

— To nic nie da.

— Jeszcze raz.

Spróbował.

ODMOWA

Michał walił pięściami w drzwi.

— TATO!

Roman cofnął się o kilka kroków.

— Odsunąć się.

Rozpędził się i uderzył barkiem.

Drzwi zatrzeszczały.

Igor dołączył.

Raz.

Drugi.

Trzeci.

Zamek puścił.

Michał wbiegł do środka.

— Tato!

Maja została przez sekundę na korytarzu.

Bała się wejść.

Potem weszła.

Mieszkanie było małe i ciepłe. Na stole stała filiżanka, telewizor wyświetlał wiadomości bez dźwięku. Wszystko wyglądało tak, jakby właściciel miał za chwilę wrócić do kuchni.

Jerzy Lewandowski leżał na podłodze.

Michał klęczał obok.

— Tato.

Maja podeszła.

— Odsuń się.

Nie wiedziała, dlaczego to powiedziała. Nie była lekarzem.

Igor uklęknął i przyłożył palce do szyi.

— Igor?

Chłopak spojrzał na Maję.

Pokręcił głową.

Michał odepchnął go.

— Co ty wiesz?!

Sam przyłożył rękę do szyi ojca.

— Tato.

Maja zadzwoniła po karetkę jeszcze raz.

— Mężczyzna, około osiemdziesięciu lat. Nieprzytomny. Prawdopodobnie brak oddechu.

System przyjął zgłoszenie.

PRIORYTET: 1

Przez sekundę poczuła ulgę.

Potem:

AKTUALIZACJA PROFILU PACJENTA

PRIORYTET: 5

ZGŁOSZENIE NIE WYMAGA NATYCHMIASTOWEJ INTERWENCJI

Maja patrzyła na ekran.

— Nie.

Nacisnęła ręczne odwołanie.

BRAK UPRAWNIEŃ

Jeszcze raz.

BRAK UPRAWNIEŃ

Michał nadal klęczał obok ojca.

— Tato.

Już nie krzyczał.

— Tato.

Maja popatrzyła na profil Jerzego.

REKOMENDACJA: ELIMINACJA

MODYFIKACJA PRIORYTETU MEDYCZNEGO

OGRANICZENIE DOSTĘPU

Dwie decyzje.

Żadna nie brzmiała:

ZABIĆ

Jerzy Lewandowski nie został zastrzelony. Nie było kata ani człowieka, który powiedział: nie pomagajcie mu.

Była zmiana cyfry.

Zamknięte drzwi.

Karetka jadąca gdzie indziej.

I martwy człowiek na podłodze.

Maja spojrzała na Krajewskiego.

— To jest eliminacja?

Nie odpowiedział.

— Paweł.

Patrzył na Jerzego.

— Tak.

Michał został z ojcem.

Nie chciał ich widzieć.

Maja rozumiała.

Na klatce schodowej usiadła na stopniu. Roman stanął przy oknie, Igor oparł się o ścianę. Krajewski patrzył w terminal.

— Ile? — zapytała.

— Czego?

— Realizacji.

Sprawdził.

— Czterysta osiemdziesiąt jeden.

— W ilu profilach?

— Sto dziewięćdziesiąt siedem.

— Czyli około dwóch i pół działania na człowieka.

— Nie można tego tak liczyć. Jedna operacja może być neutralna.

Maja podniosła głowę.

— Neutralna?

— Zmiana transportu nie musi nikogo zabić.

— A dwie?

— Nie wiem.

— Trzy?

— Maja...

Igor odezwał się od ściany:

— Jednej.

Spojrzeli na niego.

— Jakiej? — zapytała Maja.

— Wystarczy jedna dobrze wybrana.

Nikt się nie odezwał.

— Jak komuś zabierzesz lek w odpowiednim momencie — dodał Igor — nie musisz robić nic więcej.

Roman odwrócił się od okna.

— Musimy zatrzymać listę.

Krajewski pokręcił głową.

— Nadal nie wiemy jak.

— To się dowiedz.

— Potrzebuję dostępu.

— Gdzie?

— W Biurze. Tam są warstwy wykonawcze.

Maja wstała.

— Byliśmy tam.

— Przed uruchomieniem realizacji.

— I co zrobimy? Znowu popatrzymy?

— Zobaczymy mechanizm.

Maja poczuła, jak wraca złość.

— Nie chcę już oglądać mechanizmu.

Krajewski spojrzał na nią.

— To co chcesz zrobić?

— Zatrzymać go.

— Żeby coś zatrzymać, trzeba wiedzieć...

— Wiem!

Głos odbił się od klatki. Drzwi jednego z mieszkań uchyliły się, ktoś spojrzał i natychmiast je zamknął.

Maja odezwała się ciszej:

— Wiem.

Telefon Igora zawibrował.

— Ela.

— Co?

Podał Mai ekran.

WIĘKSZOŚĆ BRAM ZABLOKOWANA

DWOJE LUDZI NIE MOŻE DOSTAĆ LEKÓW

JEDNA OSOBA BEZ TLENU

POTRZEBUJEMY POMOCY

Maja spojrzała na Romana.

— Tlen?

— Mogę spróbować.

— Gdzie?

— Mam ludzi.

Krajewski podniósł głowę.

— Jakich ludzi?

Roman spojrzał na niego.

— Żywych.

— Roman.

— Pracowałem dwadzieścia siedem lat. Znam kogoś, kto zna kogoś.

Wyjął telefon.

— Dwie butle wystarczą?

— Na początek.

— Daj mi pięć minut.

Odszedł.

Igor schował telefon.

— Jadę do Eli.

— Nie sam.

— Maja.

— Nie sam.

— Ty masz inne rzeczy.

— Jakie?

Spojrzał na Krajewskiego.

— Jego.

Krajewski westchnął.

— Miło.

Igor patrzył na Maję.

— Jedź do Biura. Dowiedz się, jak to zatrzymać.

Jeszcze wczoraj powiedziałaby mu, że ma dziewiętnaście lat.

Teraz nie.

— Będziesz odbierał?

— Jak będę mógł.

— Igor.

— Wiem. Jak będę mógł.

— Nie bohateruj.

Spojrzał na nią.

— Ty właśnie weszłaś pod pociąg.

— Dlatego wiem.

Prawie się uśmiechnął.

— Jo.

— Teraz dobrze?

— Trochę.

Zbiegł po schodach.

Maja patrzyła za nim.

Do Biura wracali tylko z Krajewskim.

Roman pojechał szukać tlenu. Po drodze minęli karetkę. Jechała szybko. Maja patrzyła za nią, dopóki nie zniknęła.

— Myślisz, że do kogoś z listy?

— Nie wiem.

— Albo od kogoś z listy.

Krajewski spojrzał na nią.

— Nie wiem.

— To twoje ulubione zdanie.

— Dzisiaj tak.

Na skrzyżowaniu stał autobus. Kierowca ręcznie otwierał drzwi i wpuszczał ludzi mimo komunikatu:

KURS ZAWIESZONY

Potem wyłączył ekran.

Po prostu.

Autobus ruszył.

Maja patrzyła za nim.

— Andrzej zatrzymał pociąg. Marek rano odblokowywał ludzi. Pracownica przychodni przyjęła pacjenta. A teraz ten kierowca jedzie, chociaż system mówi mu, żeby nie jechał.

— Tak.

— To dlaczego Wariant nadal działa?

— Bo większość rekomendacji nadal jest wykonywana.

— Przez ludzi?

— I systemy.

— Ile?

Krajewski spojrzał przez szybę.

— Nie wiem.

Maja westchnęła.

— Oczywiście.

W Biurze było głośniej niż rano.

Nie panika.

Jeszcze.

Telefony. Rozmowy. Ludzie przechodzący od terminala do terminala.

Marek zobaczył Maję.

— Gdzie byłaś?

— Na moście.

— Wiem.

— Skąd?

Pokazał ekran.

Nagranie.

Most. Pociąg. Ludzie.

Ktoś wrzucił film do sieci.

AUTONOMICZNY POCIĄG PRAWIE WJECHAŁ W LUDZI

MIASTO MILCZY

— Ile wyświetleń?

— Sto czterdzieści tysięcy.

— Od kiedy?

— Jedenaście minut.

Krajewski zerknął.

— Wyłącz.

Marek spojrzał na niego.

— Co?

— Nie film. Licznik.

Maja popatrzyła na Krajewskiego.

— Dlaczego?

— Bo nie przyszliśmy oglądać internetu.

— Pierwszy raz się zgadzamy.

Podeszli do głównego terminala.

— Warstwa wykonawcza — powiedział Krajewski.

Marek pokręcił głową.

— Nie mamy dostępu.

— Ja mam.

Krajewski przyłożył identyfikator.

ODMOWA

Spróbował ponownie.

ODMOWA

Sprawdził własny status.

KRAJEWSKI PAWEŁ

DOSTĘP: OGRANICZONY

Maja spojrzała na niego.

— Od kiedy?

— Nie wiem.

— Spróbuję swoim.

Przyłożyła identyfikator.

MAJA RÓŻYCKA

DOSTĘP: AKTYWNY

Warstwa się otworzyła.

Krajewski patrzył.

— Ciekawe.

— Co?

— Ciebie nadal wpuszcza.

— Może mnie lubi.

— Nie sądzę.

— Ja też.

Weszła.

WARIANT 50

REALIZACJA: 1,08%

— Już ponad jeden procent.

— To nie znaczy, że dotknął jednego procenta ludzi.

— Wiem.

Otworzyła listę profili.

Numery.

Nie nazwiska.

Nie chciała ich widzieć.

— Jak to zatrzymać?

Krajewski przewijał warstwy.

— Szukam.

— Nadrzędne sterowanie?

— Brak.

— Awaryjne zatrzymanie?

— Brak.

— Kto zaprojektował system bez awaryjnego zatrzymania?

— Nie wiem.

— Paweł.

— Nie widziałem tej wersji.

Maja spojrzała na niego.

— To kto ją widział?

Nie odpowiedział.

Na bocznym ekranie pojawił się komunikat:

ZMIANA SPÓJNOŚCI DANYCH

AKTUALIZACJA PROFILI

Krajewski zatrzymał się.

— Poczekaj.

— Co?

Otworzył warstwę predykcyjną.

Lista współczynników.

— Co to jest?

— Bieżąca symulacja kosztu nieobecności.

— Ta sama, z której wygenerował listę?

— Nie. Lista Wariantu 50 jest zamrożona. Model bieżący nadal aktualizuje prognozy.

Maja podeszła bliżej.

— Znajdź mnie.

Krajewski spojrzał na nią.

— Po co?

— Znajdź.

— Maja...

— Chcę zobaczyć.

Wpisał.

RÓŻYCKA MAJA

Pojawiły się dwa rekordy.

WARIANT 50

0,0137

STATUS: ZAMROŻONY

Niżej:

MODEL BIEŻĄCY

0,0189

Maja patrzyła.

— Co to jest?

Krajewski również wyglądał na zaskoczonego.

— Widzę to pierwszy raz.

— Błąd?

Otworzył metadane.

— Nie.

AKTUALIZACJA: 07:46

— Co było o 07:46?

— Nie wiem.

— Most?

Krajewski sprawdził historię.

Kolejna aktualizacja:

08:03 — 0,0214

Maja poczuła mrowienie w karku.

— Co zrobiłam o ósmej trzy?

— Może wtedy nastąpiło ręczne przejęcie pociągu.

— Ale to Andrzej go zatrzymał.

— Ty do niego zadzwoniłaś.

Maja spojrzała na niego.

— To nie ma znaczenia.

Krajewski nic nie powiedział.

Otworzył pełną historię:

06:52 — 0,0137

07:18 — 0,0142

07:31 — 0,0158

07:46 — 0,0189

08:03 — 0,0214

08:17 — 0,0231

Maja przeczytała od początku.

— Rośnie.

— Tak.

— Dlaczego?

— Muszę zobaczyć zależności.

Otworzył graf.

Ekran zapełnił się punktami.

Maja pośrodku.

Od niej odchodziły linie.

Jedna.

Kilka.

Dziesiątki.

— Co znaczą?

— Zależności wpływu. Model próbuje przewidzieć, co zmieniłoby się, gdyby danej osoby zabrakło.

— To wiem.

— Nie. Popatrz.

Powiększył.

MAJA RÓŻYCKA

Linia prowadziła do:

OPERATOR KOLEJOWY A-117

Od niego do:

T-4

Dalej:

328 PROFILI

Maja przestała oddychać.

— Trzysta dwadzieścia osiem?

— Tyle osób model przypisał do skutków zatrzymania składu.

— Ale Andrzej go zatrzymał.

— Tak.

— Nie ja.

— Model nie pyta, kto nacisnął przycisk.

— To co liczy?

— Zależność przyczynową.

Maja patrzyła na swój profil, Andrzeja, pociąg i 328 ludzi.

Kolejna linia:

MAREK S.

RĘCZNE ODBLOKOWANIA

14 PROFILI

Jeszcze jedna:

PUNKT MEDYCZNY

11 ODSTĘPSTW

— To rano.

— Tak.

— Powiedziałam Markowi, żeby odblokowywał. Ale to on naciskał.

— Tak.

— Pracownica przychodni sama przyjęła pacjenta.

— Tak.

— Kierowca sam pojechał.

— Tak.

Krajewski spojrzał na nią.

— Model nie liczy bohaterstwa.

— Nie powiedziałam, że liczy.

— Liczy konsekwencje twojej nieobecności.

Maja patrzyła na ekran.

— Gdybym rano nie przyszła do Biura...

— Nie wiemy.

— Gdybym nie zadzwoniła do Andrzeja...

— Nie wiemy.

— Gdybym nie weszła na most...

— Też nie wiemy.

— To skąd ta liczba?

Krajewski wskazał ekran.

— Z przewidywania.

Maja zaśmiała się krótko.

— Czyli znowu zgaduje.

— Tak.

— I na podstawie tego zabija ludzi.

— Tak.

— Ale teraz zgaduje, że jestem bardziej potrzebna.

Krajewski nie odpowiedział.

Maja patrzyła na:

0,0231

— Rano było 0,0137.

— W zamrożonym profilu.

Odświeżył.

0,0248

Oboje patrzyli.

— Właśnie znowu się zmieniło.

— Tak.

— Dlaczego?

Krajewski otworzył nowe zdarzenie.

ROMAN K.

DOSTĘP DO ZASOBU MEDYCZNEGO

PRZEKAZANIE TLENU: 2 JEDNOSTKI

Telefon Mai zadzwonił.

Roman.

— Mam.

— Tlen?

— Dwie butle.

— Gdzie jesteś?

— Jadę na Skarpę.

Maja patrzyła jednocześnie na ekran.

— Roman.

— Co?

Zawahała się.

— Jedź.

Rozłączyła się.

Krajewski wskazał nową wartość.

— Roman znalazł tlen.

— Widzę.

— Ja mu powiedziałam, żeby znalazł.

— Tak.

— Ale to on go zdobył.

— Tak.

— I mój współczynnik wzrósł.

— Tak.

Maja cofnęła się o krok.

To nie była ulga ani radość.

Raczej zrozumienie.

— 0,0137 było prawdziwe.

Krajewski zmarszczył brwi.

— Co?

— Nie mówię, że to była moja wartość.

— To nie jest wartość człowieka.

— Wiem.

Wskazała stary rekord.

— Ale może w 2069 roku model rzeczywiście przewidywał, że gdyby mnie zabrakło, prawie nic by się nie zmieniło.

— Nie wiesz.

— Nie.

— Właśnie.

Maja popatrzyła na nową liczbę.

0,0248

— A teraz?

— Teraz też może mieć rację.

Spojrzała na niego.

— Nie rozumiem.

— Bo to nie jest wyrok. To fotografia sieci zależności. Tyle że aktualizowana bez przerwy.

— Czyli jeśli coś robię...

— Zmieniasz świat, na podstawie którego model liczy.

— Każdy coś robi.

— Tak.

— Więc każdemu współczynnik powinien się zmieniać.

— Zmienia się.

Maja otworzyła losowy profil.

0,0112

Odświeżyła.

0,0112

Drugi:

0,0078

Bez zmian.

Trzeci:

0,0161

Po chwili:

0,0162

— Nie wszystkim tak szybko.

— Nie.

— Dlaczego mnie?

Krajewski wskazał graf.

— Bo w ciągu ostatnich dwóch godzin twoje decyzje zaczęły wpływać na decyzje innych ludzi.

— Czyli im więcej osób robi coś przeze mnie...

— Nie. Nie chodzi o posłuszeństwo. Jeśli każesz stu osobom skoczyć z mostu, wpływ też będzie ogromny.

Maja skrzywiła się.

— Dziękuję za przykład.

— Chodzi o zależność. Nie dobro, moralność ani wartość.

— Tylko konsekwencje.

— Tak.

Maja patrzyła na dwa rekordy.

MODEL BIEŻĄCY: 0,0248

WARIANT 50: 0,0137

REKOMENDACJA: ELIMINACJA

Dwie Maje.

Ta sama osoba.

Ten sam dzień.

Dwie liczby.

— Lista jest martwa — powiedziała.

— Nie.

— Nie system. Lista.

Wskazała zamrożony profil.

— Zamknął ludzi w jednym momencie.

— Tak działają warianty.

— Podjął decyzję o ich przyszłości na podstawie przeszłości.

— Każdy model predykcyjny...

Maja spojrzała na niego.

Krajewski zamilkł.

— O 06:52 byłam 0,0137. Dwie godziny później mam prawie dwa razy więcej.

— Według modelu.

— A Wariant 50 nadal próbuje mnie wyeliminować według starej liczby.

— Tak.

— To nie jest błąd danych.

Krajewski patrzył na ekran.

— Nie.

— To błąd w założeniu.

Milczał.

Maja powiedziała:

— Zakłada, że człowiek jutro będzie wystarczająco podobny do człowieka, którym był wczoraj.

— Nie dokładnie.

— Wystarczająco dokładnie.

Nie zaprzeczył.

REALIZACJA WARIANTU 50: 1,41%

— Ilu ludzi już dotknął?

— Kilkuset.

— Musimy zatrzymać wykonanie.

— Wiem.

Maja spojrzała na własny graf.

Na Andrzeja.

Romana.

Marka.

Przychodnię.

328 ludzi na moście.

Dwie butle tlenu.

— Do tej pory próbowaliśmy zatrzymać system.

— Tak.

— Może nie musimy.

Krajewski zmarszczył brwi.

— Co chcesz zrobić?

— Sprawdzić, czy mogę to zrobić jeszcze raz.

— Co dokładnie?

Maja wyjęła telefon i zadzwoniła do Marka, który znajdował się kilkanaście metrów dalej.

Odebrał i popatrzył na nią.

— Serio?

— Tak.

— Co?

— Ilu ludzi teraz ręcznie odblokowujecie?

— Nie wiem. Dużo.

— Przestańcie robić to pojedynczo.

Marek wyprostował się.

— Co?

— Podzielcie się kategoriami. Ty mieszkania. Anka medycyna. Ktoś transport. Dzwońcie do innych jednostek i niech robią to samo.

— Kto nam pozwolił?

Maja spojrzała na ekran.

REKOMENDACJA: ELIMINACJA

— Nikt.

— Maja...

— Rób.

Rozłączyła się.

Krajewski obserwował ją.

— To jest twój eksperyment?

— Tak.

— Na mieście?

— System właśnie robi eksperyment na dwudziestu trzech tysiącach ludzi.

— To nie jest argument.

— Nie.

— Więc jaki?

Maja wskazała Marka. Już rozmawiał z dwiema osobami. Jedna usiadła przy terminalu, druga wyciągnęła telefon.

— Oni mogą powiedzieć „nie”.

Krajewski popatrzył na bieżący współczynnik.

0,0248

— Jak długo?

— Nie wiem.

— Co chcesz zobaczyć?

— Czy liczba się zmieni.

— Może się nie zmienić.

— Wiem.

Czekali.

Minuta.

Nic.

REALIZACJA: 1,48%

Maja patrzyła na licznik.

— Dalej robi swoje.

Krajewski zaczął:

— Nie wiemy, ilu...

Spojrzała na niego.

— Dobrze.

Zamilkł.

Telefon Mai.

Igor.

— Mamy tlen.

— Wiem. Roman dzwonił.

— Przyjechał. Jedna kobieta jest nieprzytomna.

— Karetka?

— Nie przyjedzie.

Maja zamknęła oczy.

— Macie kogoś medycznego?

— Elżbieta znalazła pielęgniarkę.

— Dobrze.

— Maja.

— Co?

— Co robimy?

Spojrzała na ekran.

— Ratujcie ludzi.

— Bardzo konkretnie.

— Na razie tyle.

— Jo.

Rozłączył się.

Krajewski nadal patrzył na monitor.

— Co?

— Nic.

Maja spojrzała.

0,0261

Zamarła.

— Paweł.

Podszedł i odświeżył.

0,0261

— Zmienił się.

— Tak.

— Dlaczego?

Otworzył zdarzenia.

Nowe połączenia.

Marek.

Od Marka trzy osoby.

Od nich kolejne.

TRANSPORT

MEDYCYNA

DOSTĘPY

Graf rozrastał się.

— To przeze mnie?

— Częściowo.

— Ile?

— Model przypisuje ci rosnący wpływ pośredni.

— Czyli tak.

— Tak.

Maja patrzyła.

0,0261

Po chwili liczba drgnęła.

0,0264

Tym razem serce zaczęło bić jej szybciej nie ze strachu.

— Jeszcze raz.

— Maja...

— Jeszcze raz.

Zadzwoniła do punktu medycznego przy Kraszewskiego. Numer znalazła w systemie.

— Punkt medyczny Kraszewskiego.

— Tu Maja Różycka. Byłam rano.

— Pamiętam.

— Nadal macie przesunięte priorytety?

— Jest gorzej.

— Ilu pacjentów?

— Kilkudziesięciu.

— Może pani przyjmować ich ręcznie?

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Mogę.

— To proszę przyjmować.

— System oznacza każde odstępstwo.

— Wiem.

— Dostanę kontrolę.

— Wiem.

— Pani mi każe?

Maja zatrzymała się.

Spojrzała na Krajewskiego.

— Nie.

— To co?

— Proszę spojrzeć na ludzi i zdecydować sama.

Cisza.

— Dobrze.

Rozłączyła się.

Krajewski patrzył.

— Dlaczego powiedziałaś, że nie każesz?

— Bo nie o to chodzi.

— Zaczynasz rozumieć.

— Nie denerwuj mnie.

Czekali.

0,0264

Bez zmiany.

REALIZACJA: 1,57%

Telefon.

Wiadomość od Marka:

TRANSPORT DOŁĄCZYŁ

Po chwili:

DWIE PRZYCHODNIE

Następna:

ENERGETYKA PYTA, CO ROBIMY

Maja zaczęła pisać:

TO, CO UWAŻACIE ZA KONIECZNE, ŻEBY NIKOMU NIE STAŁA SIĘ KRZYWDA.

Zatrzymała się.

Skasowała.

Napisała:

NIECH PODEJMUJĄ DECYZJE SAMI.

Wysłała.

Krajewski przeczytał.

— To wszystko?

— Na razie.

Odświeżyła.

0,0298

Jeszcze raz.

0,0317

Maja nie poruszyła się.

Krajewski też nie.

Na jednym ekranie:

WARIANT 50

RÓŻYCKA MAJA

0,0137

REKOMENDACJA: ELIMINACJA

Na drugim:

MODEL BIEŻĄCY

RÓŻYCKA MAJA

0,0317

— Ponad dwa razy — powiedziała.

— Tak.

— W kilka godzin.

— Tak.

— Czyli wszystko, na czym zbudowali Wariant 70...

Krajewski od razu pokręcił głową.

— Nie wszystko.

Maja spojrzała na niego.

— Wiem.

Dotknęła starego wyniku.

— Ale to nie jest człowiek.

— Nie.

— To nawet nie jest jego wartość dla miasta.

— Nie.

— To jego przeszłość przeliczona na przyszłość.

Krajewski skinął głową.

— Tak.

Maja popatrzyła na mapę Torunia: czerwone punkty realizacji, profile, odmowy, przekierowania. Na ludzi, których system próbował zamknąć w jednej liczbie.

— Możemy to rozwalić.

— Co?

— Wariant 50.

— Nie wiesz.

— Mogę zmienić swój współczynnik.

— Nie ty. Twoje działania zmieniają sieć zależności.

— Jeszcze lepiej.

— Maja.

— Jeśli zmienia się mój...

Urwała.

Spojrzała na listę.

— ...to zmieniają się również ich.

Krajewski zrozumiał.

— Tak.

— Wszystkich?

— Potencjalnie.

— Jak szybko?

— Zależy.

— Od czego?

— Od tego, co zrobią.

Maja patrzyła.

Po raz pierwszy od uruchomienia Wariantu 50 nie widziała przed sobą listy ludzi do uratowania.

Widziała sieć.

— Igor powiedział kiedyś, że martwi przeżyli, bo przestali istnieć dla systemu.

— Tak.

— A jeśli teraz zrobimy odwrotnie?

— Co masz na myśli?

Maja spojrzała na niego.

— Sprawimy, żeby ludzie zaczęli istnieć dla siebie nawzajem.

Krajewski milczał.

— To nie zatrzyma Wariantu.

— Nie od razu.

— Lista jest zamrożona.

— Ale wykonanie nie.

— Maja...

— Andrzej zatrzymał pociąg. Marek otwiera mieszkania. Pielęgniarka przyjmuje pacjentów. Roman znalazł tlen. Każdy z nich zrobił coś, czego system nie przewidział albo czego mu nie zalecał.

— Tak.

— I każda taka decyzja zmienia następne.

Krajewski patrzył na graf.

— Tak.

Maja wskazała:

REALIZACJA: 1,63%

— A Wariant zakłada, że ludzie w dużej mierze będą wykonywać polecenia.

— Tak.

— Więc nie musimy go wyłączyć.

Krajewski powoli pokręcił głową.

— Nie wiemy, czy to wystarczy. Model może się dostosować. Zmienić priorytety. Uwzględnić opór.

— Wiem.

— Więc?

Maja spojrzała na:

0,0317

— Więc musimy zmieniać się szybciej, niż on zdąży nas policzyć.

Telefon zawibrował.

Marek.

CO MAM POWIEDZIEĆ INNYM?

Maja zaczęła pisać:

ŻEBY NIE PYTALI SYSTEMU, CZY MOGĄ POMÓC CZŁOWIEKOWI.

Zatrzymała palec nad wysłaniem.

Skasowała.

Napisała:

NIECH PODEJMUJĄ DECYZJE SAMI.

Wysłała.

Krajewski przeczytał.

— To wszystko?

— Na razie.

— Co dalej?

Maja spojrzała na mapę.

Czerwone punkty wciąż się pojawiały.

Ale niebieskich też było coraz więcej.

— Teraz musimy powiedzieć miastu, co się dzieje.

— Dokumenty?

— Wszystkie.

— Wariant 50?

— Tak.

— MPP/27?

— Tak.

— Wariant 70?

— Tak.

Krajewski zawahał się.

— Nazwiska?

Maja spojrzała na listę 23 614 profili.

— Nie.

— Dlaczego?

— Bo to jego lista.

— Ludzie będą chcieli wiedzieć.

— Dowiedzą się później.

Zamknęła ją.

— Teraz nie będziemy pomagać mu dzielić miasta na tych, których warto ratować, i tych, których nie warto.

Krajewski skinął głową.

— Potrzebujemy kanałów.

— Igor i martwe sektory. Marek i administracja. Roman ma infrastrukturę.

— Medycyna?

Maja spojrzała na telefon.

— Już mamy początek.

Krajewski patrzył na nią.

— A ty?

— Co ja?

— Co będziesz robić?

Maja spojrzała na swój współczynnik.

Odświeżyła.

0,0332

Uśmiechnęła się.

Nie dlatego, że liczba była większa.

Dlatego, że właśnie przestała jej wierzyć.

— Sprawdzę, jak bardzo możemy się pomylić.

Koniec części 16