Oficjalnie
— Zatrzymaj.
Obraz stanął.
Maja nadal nie bardzo rozumiała, po co Wolski ściągnął ją po pracy do swojego mieszkania. Powiedział tylko, że znalazł coś dotyczącego Rubinkowa i wolał nie wysyłać tego przez miejski system. Znała go wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że dalsze pytania przez telefon nie mają sensu.
Na ekranie wisiała szeroka ulica. Cztery pasy ruchu, po dwa w każdą stronę. Samochód za samochodem: czerwone, czarne, srebrne, białe. Jedne stały, inne próbowały zmienić pas, żeby za dwieście metrów znowu stanąć.
Maja przez chwilę nic nie mówiła.
— To jest prawdziwe?
— Tak.
— Cztery pasy?
— Tak.
— Po co?
— Żeby szybciej jechać.
— Ale przecież stoją.
— To właśnie było wtedy najbardziej popularne.
— Stanie?
— Jeżdżenie samochodem.
— Wygląda jak stanie.
— Jeżdżenie polegało głównie na staniu w miejscach, w których wszyscy inni też chcieli jechać.
— I ludzie robili to codziennie?
— Codziennie.
— Dobrowolnie?
— W dużej mierze.
Wolski przewinął nagranie. Kamera przesunęła się nad Rubinkowem. Bloki stały jeden przy drugim, a między nimi ciągnęły się parkingi. Wszystkie zapełnione.
— Co to?
— Parking.
— Wiem, co to parking. Pytam, co tam się wydarzyło.
— Nic. To zwykły dzień.
Maja pochyliła się nad ekranem.
— Wszystkie te samochody należały do ludzi z tych bloków?
— Mniej więcej.
— Każdy miał samochód?
— Nie każdy.
— To ilu ludzi mieszkało w jednym mieszkaniu?
— Czasami czterech.
— I mieli dwa samochody?
— Czasami.
— A gdzie je trzymali?
— Wszędzie.
— Widzę.
Na ekranie pojawił się artykuł.
MIESZKAŃCY RUBINKOWA WALCZĄ O MIEJSCA PARKINGOWE
Maja przeczytała nagłówek dwa razy.
— Walczą?
— To język prasowy. Pisali „walczą”, kiedy ktoś wysłał trzy maile do urzędu.
— O co walczyli?
— O miejsca parkingowe.
— Po co?
— Żeby parkować samochody.
— Ale przed chwilą powiedziałeś, że już wszędzie parkowali.
— Właśnie dlatego potrzebowali więcej miejsc.
Maja odchyliła się na krześle.
— Dziwne społeczeństwo.
— Poczekaj.
Wolski otworzył następny materiał. Na ekranie pojawiła się plansza z 2026 roku.
CZY TORUŃ POTRZEBUJE TRZECIEGO MOSTU?
— Trzeciego czego?
— Mostu.
— Mieli dwa?
— Tak.
— I chcieli trzeci?
— Część chciała.
— A pozostali?
— Uważali, że trzeba poszerzyć drugi.
— Dlaczego?
— Żeby samochody szybciej jeździły.
— Ale przecież…
— Wiem.
Maja zaśmiała się pierwszy raz. Krótko, prawie bezgłośnie.
— Oni naprawdę próbowali rozwiązać stanie w korkach, budując więcej miejsc do stania w korkach?
— Mniej więcej.
— I to działało?
— Oczywiście, że nie.
— To co robili potem?
— Dyskutowali o czwartym moście.
Maja parsknęła.
— Dobra. To już zmyślasz.
— Jeszcze nie.
Pojawił się film z centrum miasta. Ludzie siedzieli w ogródkach, kelnerzy przeciskali się między stolikami, po bruku chodzili turyści. Ktoś jadł lody, ktoś robił zdjęcie Kopernikowi, dwóch chłopaków stało na środku przejścia i patrzyło w telefony.
— Ilu ich było? — zapytała.
— Kogo?
— Turystów.
— Dużo.
— Po co przyjeżdżali?
— Zobaczyć Starówkę.
— Przecież ona nadal stoi.
— Wtedy była pełna ludzi.
— Teraz też jest.
— W sezonie.
— Wczoraj naliczyłam na Rynku trzydzieści osiem osób.
— Wtedy tyle było przy jednej lodziarni.
Maja zamilkła na moment.
— To dlaczego miasto się wyludniło?
Wolski przewinął dalej.
TORUŃ TRACI MIESZKAŃCÓW. ZNÓW JEST NAS MNIEJ
— O — powiedziała Maja. — Czyli wiedzieli.
— Wiedzieli.
— I co zrobili?
— Nic.
— Jak to nic?
— Rozmawiali.
— O czym?
— O tym, że jest nas mniej.
— I?
— Potem powołali zespół.
— Do czego?
— Do sprawdzenia, dlaczego jest nas mniej.
— I sprawdzili?
— Powołali drugi zespół.
Maja zaczęła się śmiać.
— Teraz już naprawdę zmyślasz.
— Nie.
— Co ustalił drugi?
— Że młodzi wyjeżdżają.
— I co zrobili?
— Kampanię promocyjną.
Wolski otworzył kolejny plik. Na ekranie pojawiło się zdjęcie szczęśliwej pary na tle Starówki, a pod nim napis:
TU DOBRZE SIĘ ŻYJE
Maja patrzyła na niego kilka sekund.
— To było wszystko?
— Były jeszcze billboardy.
— A mieszkania?
— Drogie.
— Praca?
— Gorzej płatna niż w dużych miastach.
— Komunikacja?
— Likwidowali część połączeń.
— Żłobki?
— Brakowało miejsc.
— I napisali ludziom, że dobrze się żyje?
— Tak.
— Uwierzyli?
— Nie.
— To co zrobili?
— Wyjechali.
Na ekranie wciąż uśmiechała się para sprzed pół wieku.
— A potem?
— Potem zaczęliśmy zamykać szkoły.
— Potem?
— Linie tramwajowe.
— Potem?
— Przychodnie.
— Potem?
— Osiedla.
Na drugiej połowie ekranu była mapa miasta. Obok stały dwie filiżanki po kawie: jej prawie nietknięta, jego pusta.
Rubinkowo było szare.
STATUS:
STREFA WYGASZANIA 4B
POPULACJA:
312
— A ilu ludzi mieszkało tam wtedy?
— Ponad trzydzieści tysięcy.
— Tutaj?
— Tutaj.
— Na Rubinkowie?
— Tak.
Przez kilka sekund nic nie mówiła.
— Trzydzieści tysięcy ludzi.
— Mniej więcej.
— A teraz trzystu dwunastu.
— Oficjalnie.
Maja odwróciła się od ekranu.
— Co znaczy „oficjalnie”?
Wolski nie odpowiedział.
Pierwszy raz od początku rozmowy przestał się uśmiechać.